Xiaomi. Powerbank, który warto polecić.

Smartfon w dłoni to znak naszych czasów i chyba przyszła pora, by się z tym wreszcie pogodzić. W końcu te małe pudełeczko, na punkcie którego oszalał świat może być użyteczne. Szczególnie w podróży. Zastępuje mapę czy nawigację samochodową, służby medyczne umożliwiają wezwanie pomocy i zlokalizowanie poszkodowanego poprzez wciśnięcie jednego przycisku w aplikacji, a do prognozy pogody mamy dostęp wszędzie. Wydawałoby się, że jest to alternatywa dla klasycznego ekwipunku niemal doskonała. I jest! Niemal. Dlaczego?

Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie kwestia baterii w smartfonie. Czasy, kiedy telefon wytrzymywał tydzień albo i dłużej, odeszły w zapomnienie. Szczytem dzisiaj jest, jeśli możemy korzystać z aplikacji, wykonywać połączenia albo pisać wiadomości nieprzerwanie przez cały dzień. Najczęściej jednak, wskaźnik niskiej zawartości energii w akumulatorze pojawi się mniej więcej po dziesięciu godzinach. I magia pryska. Bo wokół brak jest gniazdka elektrycznego. Ba, nawet tego USB nie ma. Co zrobić?



Aby uniknąć kłopotów z rozładowaną baterią warto wziąć pod uwagę bank energii, który będziemy nosić przy sobie. Jest to urządzenie znane już od kilku lat i Ameryki nim nie odkryłem. Znane jest wszem i wobec. Dlaczego więc o tym chciałem napisać? Ponieważ przez długi czas nie mogłem się do nich przekonać, podobnie jak do smartfonów. Cóż, wychowałem się chyba w czasach, kiedy nowinki techniczne obwąchiwało się dłuższy czas, nim się im zaufało. Wszystko zmieniło się podczas tegorocznych wyjazdów. Przed wyruszeniem do Gruzji postanowiliśmy z Agą kupić sobie po jednym powerbanku. Chcieliśmy mieć pewność, że będziemy mieć dostęp do internetu, notatek zawsze tam, gdzie będziemy chcieli. Nie spodziewaliśmy się, że kraj zza Morza Czarnego zaoferuje nam tyle możliwości ładowania telefonu.
Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że nie jest to wpis sponsorowany. Polecam konkretny powerbank, ponieważ ani razu mnie nie zawiódł. I jeśli zastanawiacie się nad wyborem któregoś banku energii, weźcie pod uwagę ten, którego ja używam.

Xiaomi o pojemności 10 000 mAh jest powerbankiem, któremu zaufałem i się nie pomyliłem. Jest bardzo lekki - zaledwie 228 g. Rozmiarami nie przekracza wielkości dzisiejszych smarfonów (71x130x14 mm). Posiada dwa wejścia szybkiego ładowania, dzięki czemu posiadając odpowiednią ładowarkę można załadować bank od zera do pełna w około 6-7 h. Przy użyciu zwykłej ładowarki proces ten wydłuża się o jakieś 1,5-2 h. Cztery diody informują o postępie ładowania urządzenia, a w czasie przekazywania energii do telefonu o ilości pozostałej energii w banku. Jeśli chodzi o nas, powerbank ładował nasze telefony - iPhone 5S oraz Samsung Galaxy Trend 2 Lite - średnio 5-6 razy do wyczerpania. Kiedy bank przekazał już odpowiednią ilość energii, wyłączał się. Dzięki czemu nie rozładowywał się on niepotrzebnie.
Z funkcji, które niekoniecznie widać na pierwszy rzut oka, to zabezpieczenie przed przeładowaniem i nadmiernym rozładowaniem. Gdy urządzenie wykryje spięcie, automatycznie odetnie ogniwa by uniknąć uszkodzenia. Posiada również systemy chroniące telefon przed nadmiernym przeciążeniem.

W trudnych warunkach, kiedy telefon rozładowywał się niemiłosiernie szybko, powerbank ratował go nie tracąc przy tym nadmiernie energii. Pomimo tego, że urządzenie dosyć długo się ładowało, nie odczuwaliśmy tego. Wystarczyło zostawić bank podłączony do gniazda na noc, by rano był załadowany do pełna.

Wcześniej nie odczuwaliśmy braku powerbanka. Teraz, kiedy mamy Xiaomi nie potrafimy sobie wyobrazić, że nie mamy go na wyjazdach.
Podczas rowerowej przeprawy przez Green Velo, kiedy używałem map na smartfonie i bateria rozładowywała się przeważnie w połowie dnia, powerbank był nieodłącznym elementem ekwipunku.

Z minusów, które Xiaomi posiada, to fakt, że podczas ładowania szybką ładowarką, energii w banku zostaje naprawdę mało. Zauważyliśmy, że nawet po pełnym załadowaniu, diody znacznie szybciej wskazywały na rozładowanie. Przekładało się to oczywiście na ilość załadowań telefonów. Podobnie zresztą jak w przypadku ładowania szybką ładowarką samych telefonów. Pomimo tego, że telefon był załadowany o wiele szybciej niż przy zwykłej ładowarce, to równie szybko wskazywał na rozładowanie.

Zapewne zastanawiacie się, ile za Xiaomi trzeba dać? My kupiliśmy dwa powerbanki za 180-190 zł. Jak za 20 000 mAh, jest to cena naprawdę dobra. I nie są to powerbanki z Allegro, które zepsują się po dwóch ładowaniach. Jeśli pilnuje się, aby nie ładować banków przed ich całkowitym rozładowaniem, nie rzuca się nimi o ścianę, to posłużą jeszcze dłuuugo.

Kończąc ten krótki wpis, chciałbym jeszcze raz namówić was na zakup powerbanku. Jeśli nie Xiaomi, to któregokolwiek innego. Są to urządzenia warte polecenia i posiadania. Ratują w krytycznych sytuacjach i pozwalają na używanie telefonu o wiele dłużej, niż producent przewidział.
Jeśli posiadacie powerbanki, napiszcie o tym w komentarzu. Jakie polecacie? Jakie odradzacie? I napiszcie też, w jakich sytuacjach powerbank przydał się wam? A może uratował wam życie? Napiszcie w komentarzu.

Zachęcam do śledzenia EkstraMisji na Facebooku, Twitterze, Instagramie. Dzięki temu nigdy nie przegapicie żadnych nowych artykułów. Zapraszam do czytania kolejnych wpisów. 
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

2 komentarze :

  1. Kupuję właśnie na dniach Xiaomi Redmi 4X, więc chyba dorzucę powerbańkę również ;)

    OdpowiedzUsuń

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)