Skąd ten rogal? Słodka strona Poznania.

Według statystyk jest piątym pod względem liczby ludności miastem w Polsce. Szóstym jeśli weźmie się pod uwagę chęć odwiedzenia go przez turystów. I co najważniejsze, stanowi jedno z pierwszych miejsc, gdzie żyje się najlepiej. Ale Poznań to nie tylko cyferki.

Wielu historyków uważa, że to własnie na terenie Poznania Mieszko I przyjął chrzest i stąd rządził księstwem. W bazylice archikatedralnej w Ostrowie Tumskim - jednym z najstarszych kościołów w kraju - znajdują się symboliczne groby pierwszych władców Polski. Dlaczego więc nie spędzić 11 listopada w tak wyjątkowym miejscu? Być może to właśnie tutaj miało początek nasze państwo. Jednak nas do Poznania nie przyciągnęły patriotyczne zapędy. To było coś znacznie bardziej prozaicznego - chęć zjedzenia legendarnych rogali świętomarcińskich.

Tutaj nadszedł czas na rozwiązanie zagadki z tytułu: skąd wziął się ten rogal? Wszystko zaczęło się od Świętego Marcina, patrona ubogich i żołnierzy. Według podań, rzymski legionista imieniem Marcin (Martinus) w czasie zimowego stacjonowania z garnizonem w okolicach Amiens, spotkał ubogiego. Poruszony losem żebraka postanowił oddać mu pół swojej opończy. W nocy przyśnił się mu odziany w płaszcz legionisty Jezus, który oznajmił, że Marcin przyjmie chrzest i stanie się głosicielem wiary. Żołnierz nie zwlekał z przyjęciem sakramentu i na Wielkanoc roku następnego stał się chrześcijaninem. Nie ma sensu przedstawiać całej biografii Marcina. Wiadomo, że jako człowiek wierzący w Boga, a będący jednocześnie legionistą mężczyzna nie miał łatwo. Późniejsze życie poza wojskiem również nie było powodem do radości. Ale gdzie tutaj rogal, spytacie?
Otóż w 1891 roku proboszcz poznańskiej parafii zaapelował do wiernych, by podobnie jak św. Marcin podarowali coś biednym. Jeden z cukierników upiekł trzy blachy rogali, które później rozdał ubogim (nie pobierając żadnych opłat, co jest dosyć zaskakujące biorąc pod uwagę ogólnie panujące przekonanie o mieszkańcach Poznania).
Prócz powyższego potwierdzonego historycznie wydarzenia, istnieje jeszcze pewna legenda związana z rogalami. Dawno temu pewnemu poznańskiemu cukiernikowi przyśnił się św. Marcin, który podczas jazdy na koniu zgubił podkowę. Mężczyzna podniósł ją i postanowił, że odtąd będzie piekł ciastka właśnie takiego kształtu.

Nie chcę nikogo przekonywać do jednej czy drugiej genezy tradycji rogalowego szaleństwa. Ważne, że w Poznaniu na 11 listopada przypada również Dzień Św. Marcina. Z tej okazji poznańskie cukiernie na potęgę wypiekają rogale by później móc sprzedawać kilogramy łakoci mieszkańcom i przybywającym z czterech stron świata turystom. 
Rogale świętomarcińskie powstają według ściśle określonej receptury, a ich masa musi wynosić między 150 a 250 gramów. Składniki nie są byle jakie. Istotny jest jeden - biały mak. Jest on znacznie delikatniejszy od swojego niebieskiego odpowiednika. Rogal świętomarciński to też orzechy włoskie, migdały czy ciasto półfrancuskie. Składniki i receptura nie są rzecz jasna jedynymi kryteriami by nazwać ciastko imieniem świętego. W związku z tym, że rogale posiadają status Chronionego Oznaczenia Geograficznego Uni Europejskiej, ich produkcja jest możliwa tylko na terenie Wielkopolski. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że jeden rogal to ponad 500 kcal, a w listopadzie poznańskich słodkości sprzedaje się około 600 ton. 

Chcąc poznać więcej ciekawostek na temat rogali świętomarcińskich, warto wybrać się do Rogalowego Muzeum Poznania. Podobnie jak z toruńskim Muzeum Piernika, tak i tu mamy okazję uczestniczyć w smakowitej lekcji historii. W renesansowej kamienicy z widokiem na Ratusz i słynne tyrkające się w południe koziołki, pasjonaci tradycyjnych wypieków ukazują tajniki swojej pracy. Program pokazu obejmuje m.in. poznanie receptury i składników potrzebnych do produkcji rogali, a także legendy jego powstania. Nie brakuje również wspólnego wypieku z użyciem tradycyjnych metod czy degustacji. W przerwie pomiędzy przygotowywaniem poznańskiego specjału uczestnicy nauczą się podstaw gwary a także zapoznają się z prezentacją o historii stolicy wielkopolski.

Jak widać, 11 listopada to nie tylko pochody z flagami w dłoniach. Całym sercem polecam odwiedzić Poznań w tym dniu, by liznąć trochę innej historii i tradycji. Bo w końcu Polska to zbiór ludzi o różnych korzeniach. Warto znać chociaż w minimalnym stopniu jej mieszkańców.

Jeśli spodobał ci się ten tekst, koniecznie zostaw łapkę w górę pod postem z odnośnikiem do niego (bądź serduszko, plusa, itd.). Podziel się swoją opinią na temat Poznania i jego wypieków w komentarzu. I nie zapomnij o śledzeniu EkstraMisji na jej fanpage'ach na Facebooku, Twitterze czy Instagramie.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)