Warto marzyć. Bucket list.

Niektórzy w nie nie wierzą. Podobno są one przywilejem bogaczy i może garstki nielicznych nędzarzy, którym w życiu akurat się udało. A może jest zupełnie inaczej? Dzisiaj będzie o dawnych nas, szarej codzienności i kolorowych snach, które przypominają nam, że warto mieć marzenia. 

Od dwóch tygodni funkcjonujemy w nowym, 2017 roku. Część z nas jeszcze w grudniu przygotowała sobie postanowienia i ambitne zadania na nadchodzące dwanaście miesięcy. Inni stwierdzili, że styczeń, a później reszta roku nic nie znaczy. W końcu przypisywanie jakiś mistycznych znaczeń zmianie cyferki w kalendarzu zakończyło się gdzieś w średniowieczu. A może i wcześniej? Sam nie byłem nigdy zwolennikiem planowania. Uważałem, że nie jestem na tyle silny, by z terminarzem planować wszystkie przedsięwzięcia i jeszcze się tych dat trzymać. Albo przykładać wagę do założonych wcześniej celów w stylu: będę więcej ćwiczył, dłużej spał albo co tam jeszcze może człowiekowi do głowy strzelić. Ilu ludziom sztuka wcielania takich postanowień w życie naprawdę się udaje?

Jednak zupełnie niedawno, bo około dwóch miesięcy temu dostrzegłem dla siebie pewną nadzieję. Dowiedziałem się, że istnieje sposób, by przelać swoje plany na papier i w ten czy inny sposób je urzeczywistniać. "Bucket list", bo ją mam tutaj na myśli znałem rzecz jasna wcześniej. Ale nigdy nie widziałem w niej narzędzia stworzonego dla mnie. Albo nie chciałem widzieć? Człowiek jednak zmienia się wraz z upływającym czasem, coraz liczniej pojawiającymi się siwymi włosami na skroniach i dojrzewa do pewnych decyzji. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć swoją listę marzeń, miejsc do odwiedzenia czy rzeczy do zrobienia. Poniekąd jej stworzenie zawdzięczam niniejszej stronie EkstraMisja.pl, dzięki której naszkicowałem sobie ogólną ścieżkę jaką będę chciał się poruszać od tej pory. I doszedłem do wniosku, że zakładając bloga o takiej a nie innej formule spełniłem już jeden z kluczowych punktów tej niezwykle cennej listy. Później doszło do kilku sytuacji i rozmów które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu o słuszności decyzji.


Zacząłem zaznajamiać się z listami innych, szukać inspiracji do stworzenia własnej bucket listy. Bo wydaje mi się, że nie ma jednej słusznej i tej najbardziej prawidłowej rozpiski rzeczy do zrobienia. To znaczy jest, ale w dzisiejszych czasach powoli odchodzi w zapomnienie. Znacie ją? Nie? A słyszeliście o słynnym małżeństwie, wybudowanym domu, posadzonym drzewie i biegającym obok psie? Tak, to najprostsza i najbardziej rozpowszechniona bucket lista, jaką osobiście znam. Ale totalnie bezużyteczna. Przynajmniej w moim mniemaniu. Jest ona tylko wytworem społeczeństwa i wyimaginowanym obrazem ideału. A gdzie w tym wszystkim prawdziwe marzenia, gdzie plany z dzieciństwa, lat pełnych wolności, kiedy wszystko było możliwe? Odrzucamy je na rzecz czterech ścian i życia poukładanego w kostkę.
Bucket lista ma za zadanie przypominać swojemu stwórcy, że kiedyś miał swój ideał życia. I - kiedy patrzy się na taką listę dochodząc do wniosku, że dawno nie odhaczał którejś pozycji - przestrzega, że coś nie idzie w tym kierunku, który sobie wcześniej założył. Dlaczego więc warto spisać swoją listę marzeń, celów? By pamiętać. Bo w codziennej pogoni możemy zepchnąć myśli o pragnieniu zobaczenia miejsca, przeżycia czegoś niezwykłego na dalszy plan. Tak sukcesywnie przysypywane obowiązkami i zadaniami myśli potrafią nagle utknąć głęboko. Ale w końcu może uda się im wynurzyć na powierzchnię. Jednak wtedy orientujemy się, że jesteśmy na takim etapie życia, kiedy niewiele już możemy albo co gorsza - już nam się nie chce.

W całej idei tworzenia bucket list nie chodzi o to, by spisać tylko te najbardziej wymagające i na dodatek trudne w realizacji cele. Wiem, że łatwiej znaleźć wtedy pretekst do nie wcielenia założeń w życie. Ale nie tędy droga. Musisz zadać sobie kilkukrotnie pytania: Co chcę zrobić? Co zobaczyć? Kogo spotkać? A później małymi kroczkami, nawet tip-topami zbliżać się do ich realizacji. Może na dodatek się okazać, że nie samo odhaczenie spełnionego marzenia będzie uszczęśliwiało cię najbardziej. Przebyta droga czy poznani ludzie będą największą nagrodą i szczęściem, a dojście do celu będzie tylko skutkiem ubocznym. Brzmi górnolotnie? Być może. Niemniej, zachęcam cię do stworzenia swojej bucket listy. Jeśli nie wiesz jak się do tego zabrać, przejrzyj listy innych. Tutaj zamieszczam swoją: EkstraMisje - lista marzeń. Być może stanie się dla ciebie inspiracją taką samą, jak wiele innych stało się dla mnie. Przeglądaj ich jak najwięcej, a pomysły same przyjdą. Nagle przypomnisz sobie, że zawsze chciałeś coś zrobić, ale nigdy nie znajdowałeś ku temu okazji albo brakowało funduszy. Dzisiaj być może sytuacja jest zupełnie inna, a realizacja banalnie prosta i jakby bliższa. I pamiętaj: "Nie warto niczego odkładać na później. Bo może nie być żadnego później."

Tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć dzisiejszy artykuł. Zdaję sobie sprawę, że jest trochę inny niż zwykle. Mniej radosny, bardziej poważny. Ale chciałem podzielić się z wami moją myślą, pokazać, że można inaczej, bardziej. Jeśli spodobał ci się ogólny sens napisz o tym w komentarzu. Coś przykuło twoją uwagę bardziej niż reszta - również pisz. Zostaw po sobie ślad. Spisz swoją bucket listę poniżej - zapewniam cię, że tutaj będzie bezpiecznie czekała na odhaczanie kolejnych punktów.

Dodatkowo proszę cię o udostępnienie tego artykułu znajomym na Facebooku, Twitterze czy Google+. To bardzo mi pomaga - utwierdza w przekonaniu o trafności moich decyzji, a może moje teksty zainspirują kogoś jeszcze. Warto spróbować.
Odwiedź też zakładkę "Patronat" by dowiedzieć się, jak jeszcze możesz wspomóc mnie i EkstraMisję. Z góry dzięki i do zobaczenia w kolejnych tekstach. 
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)