Spacerek wśród wspomnień. Praga. Część 1.

Dzisiaj wybierzemy się do Pragi - pierwszej europejskiej stolicy, którą odwiedziłem w listopadzie korzystając z promocji "międzynarodówki" PolskiegoBusa. Zapraszam na pierwszą część mały spacerku wśród wspomnień.

Praga była impulsem. Wraz z Agatą pragnęliśmy powrócić do miejsca, gdzie trzy i pół roku temu wyjechaliśmy i skąd nie chcieliśmy wyjeżdżać przez prawie miesiąc. Tęskno nam było do tych wspaniałych uliczek, starszego grajka z rynku i widoku z Hradczan czy Petřiny. Od wielu ostatnich tygodni czekaliśmy na odpowiedni moment by jak najkorzystniej kupić bilet do czeskiej stolicy. Traf chciał, że PolskiBus wprowadził tzw. "międzynarodówkę" z Krakowa, gdzie bilety do Budapesztu, Wiednia czy właśnie Pragi kosztowały po 18 zł. Stwierdziliśmy, że szkoda byłoby tego nie wykorzystać - zarezerwowaliśmy miejsca na wszystkie trzy miasta, o czym mieliście już szansę się przekonać czytając poprzednie dwie relacje.
Wbrew pozorom, Praga była pierwsza do której pojechaliśmy, dziś będzie ostatnią, o której przeczytasz. Wynika to z tego, że nie wiedziałem jak ugryźć temat, aby relacja była dla ciebie atrakcyjna. Jakby nie patrzeć, nigdzie w czasie tego wyjazdu nie wchodziliśmy, niczego nie zwiedzaliśmy - opierając się na wspomnieniach, przechadzaliśmy się wśród miejsc, które dosyć dobrze poznaliśmy kilka lat wcześniej. Był to po prostu spacer. Jednak, abyś nie był poszkodowany, napiszę co widzieliśmy teraz dodając trochę ze wspomnień z sierpnia 2013 roku. Mam nadzieję, że taki scenariusz ci się spodoba.

"Gdzie to było?"

Nie da się ukryć, że kiedy wysiedliśmy na dworcu autobusowym Florenc, właśnie to pytanie zadawaliśmy najczęściej. Co tu dużo pisać - jadąc do Pragi kompletnie się nie przygotowywaliśmy jeśli chodzi o mapy czy jakieś konkretne wskazówki dojść do jakichkolwiek miejsc. Po co? Przecież łaziliśmy tędy milion razy.

Brama Prochowa, Czarna Madonna i rynek.

Pierwsze kroki chcieliśmy skierować ku rynkowi. Trzeba było przywitać się z zegarem astronomicznym,
przerażającym pomnikiem Jana Husa i surowymi wieżami kościoła Marii Panny. Najpierw jednak poszliśmy w kierunku Bramy Prochowej oraz pobliskiego teatru Divadlo Hybernia i Municipal House. W końcu jak spacerować, to tylko wzdłuż największych atrakcji.
Brama Prochowa została wybudowana na fundamentach XIII-wiecznej bramy na zlecenie Władysława II Jagiellończyka, którego dwór znajdował się w jej sąsiedztwie. Straciła jednak znaczenie reprezentacyjne, kiedy królewską siedzibę przeniesiono na wzgórze po drugiej stronie Wełtawy - na Hradczany. Na przełomie XVII i XVIII wieku przerobioną ją na składnicę prochu na skutek czego zyskała dzisiejszą nazwę.
Pod koniec II wojny światowej, kiedy Praga została wyzwolona spod niemieckiej okupacji, brama ta stała się miejscem odwetu na ludności niemieckiej.

Następnie idąc ulicą Celetną minęliśmy budynek gdzie na rogu, górując nad wszystkimi patrzy Czarna Madonna. Od niej wziął nazwę dom będący najstarszym kubistycznym budynkiem w Pradze, a gdzie obecnie mieści się Galeria Kubizmu.
Po jakimś czasie zobaczyliśmy również Muzeum Czekolady, które będąc w stolicy Czech trzeba koniecznie odwiedzić. Pomijając już samą ekspozycję, dzięki której poznajemy historię czekolady, warto również zobaczyć sam proces powstawania pralin - na pewno nie wyjdziemy stamtąd bez spróbowania jakiegoś smakołyku.

Wchodząc na rynek nie mogliśmy wyjść z szoku. Doświadczyliśmy nawet małego lęku przestrzeni, kiedy okazało się, że jesteśmy jednymi z pierwszych na placu. Była to bardzo duża zmiana, biorąc pod uwagę, że wcześniej widzieliśmy praski rynek przeważnie zapełniony po brzegi turystami.
Minęliśmy gotycki kościół Marii Panny przed Tynem. Wygłaszali w nim kazania reformatorzy jak Konrad Weldhauser czy Jan Milicz. Z rynku widać przede wszystkim dwie 80-metrowe wieże zwieńczone ostrymi dachami, z których każdy ma jeszcze po cztery mniejsze wieżyczki. Budowa tej ogromnej świątyni trwała od drugiej połowy XIV do początku XVI wieku.

Jednak najbardziej znanym i chyba najchętniej odwiedzanym zabytkiem w tym miejscu jest zegar astronomiczny, nazywany również praskim Orlojem. Znajduje się on na południowej ścianie Ratusza Staromiejskiego. Składa się z trzech głównych części: astronomicznej - pokazującej położenie poszczególnych ciał niebieskich, kalendarzowej i animacyjnej - oprócz dwunastu apostołów, można też podziwiać Śmierć, Marność, Chciwość i Turka. Ciekawostką jest, że obchodząc ratuszową wieżę można natknąć się na 27 białych krzyży wybrukowanych przy wschodniej ścianie. Upamiętnia on tylu właśnie protestanckich szlachciców, którzy zostali straceni w 1621 roku po zwycięstwie katolików pod Białą Górą.

Po przeciwnej stronie rynku znajduje się kościół św. Mikołaja. I choć nie należę do zwolenników zwiedzania świątyń, to zachęcam do wejścia do tej konkretnie. Znajduje się tam największy w Czechach żyrandol z 1880 roku. Jest on wykonany z kryształów karkonoskich hut szkła i był darem ówczesnego cara Rosji dla mieszczącej się w tym miejscu świątyni prawosławnej.
W centralnym punkcie placu znajduje się pomnik Jana Husa. Przedstawia on wojowników husyckich i protestanckich oraz młodą matkę symbolizującą odrodzenie narodowe. Niestety Jan Hus nie zyskał sympatii Watykanu, twierdząc, że msze powinny być prowadzone w języku ojczystym, a nie jak dotąd po łacinie. Monumentalny pomnik został sfinansowany w całości przez publiczne dotacje i ostatecznie odsłonięto go w 1915 roku, w 500. rocznicę spalenia praskiego myśliciela i reformatora.

W pobliżu staromiejskiego rynku mieszczą się liczne atrakcje, które moim zdaniem warto odwiedzić. Oprócz galerii sztuki czy muzeum Pragi, na ulicy Melantrichovej znajduje się Muzeum Seksu. Jeśli akurat nie cierpisz na brak humoru, warto dowiedzieć się coś-nie-coś na temat tej starej, jednak wciąż chętnie uprawianej sztuki. My znamy już jego wnętrza, dlatego poszliśmy ulicą Karlovą na Karlȯv most.
Po drodze minęliśmy najwyraźniej całkiem niedawno otwarte Muzeum Apple. Nie przypominaliśmy sobie, żebyśmy mijali je, kiedy byliśmy w Pradze ostatnim razem. Niestety było dosyć wcześnie i muzeum było nieczynne.

Karlȯv most i okolice.

O tej porze dnia, czyli dosyć wcześnie rano Most Karola jest praktycznie pusty. Jest tak mało ludzi, że Azjata, który poprosił nas o zrobienie mu zdjęcia, zdążył usiąść na środku mostu, wyciągnąć swojego laptopa i przybrać pięć różnych pozycji zanim przeszedł ktoś, kto zepsułby koncepcję. Nie pytajcie dlaczego chłopak postanowił pozować na ziemi ze swoim laptopem? Być może jest to jakaś azjatycka moda, ponieważ będąc w Wiedniu, niektórzy z wycieczkowiczów z tamtych krajów, również siadali na ziemi i robili niemal to samo (choć bez laptopów).
Most Karola łączy dwie dzielnice - Malá Strana i Stare Miasto. Jego długość to ponad pół kilometra, choć podtrzymuje go jedynie piętnaście filarów. To pozwala mu nosić dziś dumny tytuł najstarszego mostu tego typu na świecie o takiej rozpiętości przęseł. Do 1741 roku był jedynym mostem na Wełtawie w Pradze i co ważne, prócz ludzi mogły się po nim przemieszczać również tramwaje konne, a po 1905 roku tramwaje elektryczne. Później zezwolono również na jazdę samochodów, choć trwało to niewiele ponad pół wieku. Dziś po moście mogą poruszać się tylko piesi.
Ciekawostką jest, że kiedy po wielkiej powodzi - która w 1342 roku zniszczyła ówczesny most Judyty (nazwa na cześć żony Władysława II) - rozpoczęto budowę nowego, dla wzmocnienia konstrukcji zaprawę mieszano z białkiem jajek. Jak widać chodząc po tej najpopularniejszej praskiej przeprawie przez rzekę, sposób się sprawdził. Nic się nie sypie, choć w 1890 roku kolejna wielka powódź spowodowała zawalenie się kilku przęseł. Na skutek tego m.in. posąg św. Ignacego Loyoli nigdy nie wrócił na swoje miejsce.
Inną wartą uwagi informacją jest, że według kronik, kamień węgielny pod nowy most wmurował Karol IV Luksemburski 9 lipca 1357 o godzinie 5:31. Podobno powodem była koniunkcja Słońca z Saturnem. Inni twierdzą, że data odpowiadała układowi wszystkich liczb nieparzystych, które wspólnie tworzyły palindrom. Czytając zarówno od tyłu jak i od przodu cyfry 1-3-5-7-5-3-1 brzmią one tak samo.
Na kamiennych balustradach w okresie baroku ustawiono trzydzieści posągów świętych. Po 1787 roku do tego grona dołączył również cesarz Józef II. Pomnika nie doczekał się Karol VI, którego projektu ustawienia posągu nie zrealizowano. Idąc w kierunku Malá Strany, po prawej stronie zobaczyć możesz tabliczkę pamiątkową poświęconą św. Napomucenowi. Został on z rozkazu króla Wacława IV wrzucony do Wełtawy 20 marca 1393 roku. Dziś krąży - szerzone przez przewodników - przekonanie, że pogłaskanie postaci świętego daje szczęście i spełnienie marzeń. I dlatego nie dziwi fakt, że tablica jest wytarta właśnie w miejscu przedstawienia Napomucena. Abstrahując, zadziwiające jak wiele jest osób, które wierzą w cudowne działanie - jakby nie patrzeć - macania pomników i tablic.

Będąc po stronie Malá Strany warto zejść z mostu nieco szybciej i udać się ulicami Na Kempě i Hroznová w kierunku młyna. Tuż za nim znajduje się najpopularniejsza ściana w Pradze - ściana Johna Lennona. Od lat 80 XX wieku była sukcesywnie zapełniana różnymi malunkami czy fragmentami tekstów Beatlesów. Ściana nieustanie ewoluuje. Nawet oryginalny portret Lennona został zamalowany pod wieloma warstwami farby. Wielokrotnie starano się ją doprowadzić do porządku, jednak w krótkim czasie mur na nowo pokrywał się poezją i tagami. Dziś ściana jest pomnikiem wychwalającym miłość, młodość i pokój. Jednak w 1988 roku, kiedy studenci walczyli z ruchem komunistycznym Gustáva Husáka, ściana pełniła również rolę "księgi skarg". Doprowadziło to w końcu do starć młodych ze służbą bezpieczeństwa. Ruch studentów zyskał miano "Lennonismu", a władze stawiały jego członków na równi z alkoholikami, psychicznie chorymi czy socjopatami.
Nie ma godziny, kiedy pod murem nie gromadzą się zarówno młodzi jak i starzy, którzy chcą zostawić tutaj swój ślad. My staraliśmy się znaleźć swoje "dzieła" namalowane kilka lat temu, jednak w miejscu gdzie prawdopodobnie zostały umieszczone, powstało już z pięćdziesiąt innych.

Schodząc z mostu Karola na prawą stronę i podążając wzdłuż najbliższej brzegowi ulicy dotrzesz do Cegielnej. Mieści się tutaj Muzeum Franza Kafki wraz ze słynnym pomnikiem "Sikających Mężczyzn". W samym muzeum nie byliśmy, ale dobrze poznaliśmy stojących na dziedzińcu dawnej cegielni mężczyzn. Są oni wykonani z płyt, które obracają się w różne strony. Co istotne, obaj ostentacyjnie obsikują basen w kształcie granic Czech. Zabawne jest, że w ten sposób autor pomnika chciał uczcić wejście państwa do Unii Europejskiej. Według Davida Černego podobnie jak oddawanie moczu, tak i wstąpienie do Unii było przyjemnością. Krytycy dzielą się na dwie frakcje - jedni mówią, że postaci pokazują dystans Czechów do siebie i własnej historii, inni uważają je za kontrowersyjne. Zdarzało się, że pomnik (w szczególności ich penisy) były uszkadzane. Zabawnym jednak widokiem jest, kiedy turyści piją wodę bezpośrednio ze źródła.

Tym optymistycznym akcentem kończę pierwszą część relacji z Pragi. Wkrótce poznasz dalszy ciąg spaceru i szczegóły miejsc, które odwiedziliśmy teraz i kiedyś. Zapraszam do śledzenia EkstraMisji na Facebooku, Twitterze lub Google+. Wtedy nic cię nie ominie. Koniecznie zostaw komentarz pod tym tekstem. Podziel się swoją opinią lub zaproponuj miejsce, które warto byłoby wymienić w kolejnej części. Odwiedziliśmy większość miejsc w Pradze, więc jakąś wiedzę na temat twoich propozycji zapewne będę posiadał:)
Zachęcam cię również do dzielenia się linkami do strony ze znajomymi. A jeśli podoba ci się to co robię, możesz wesprzeć projekty EkstraMisji na Patronite.pl. Będę ci ogromnie wdzięczny za wparcie i możliwość dalszego rozwijania bloga.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)