Spontaniczny długi weekend. Część 1. Ucieczka z "Koszmaru".

Są miejsca na rozrywkowych mapach miast, gdzie trzeba koniecznie iść i nie ma, że boli. W miniony długi weekend postanowiliśmy z Agą poddać się testowi na umiejętność logicznego myślenia w sytuacji zagrożenia i presji czasu.

Według mnie listę "must do" otwiera zabawa w Escape Room. Pisałem już o nich w artykule "Escape Room", czyli ucieczka z piekła, z okazji organizowania przez śląskich właścicieli najstraszniejszych pokoi rozgrywki dla 4000 osób. Przypomnę tylko o co chodzi z Escape Roomem cytując fragment z innego mojego tekstu:

"Escape Room'y" powstają w Polsce jak grzyby po deszczu. Wszystko zaczęło się od gier komputerowych, platformówek online. Po wciśnięciu "START" mieliśmy określony czas na znalezienie w pokoju przedmiotów z listy, czasami połączeniu właściwości niektórych z nich aby ostatecznie otworzyć drzwi za którymi czeka... kolejne pomieszczenie. I cała zabawa zaczynała się od nowa. Gra trwała do momentu aż znajdziesz wszystkie przedmioty, przejdziesz przez drzwi ostatniego pokoju i "znajdziesz wyjście". Twórcy takich komputerowych światów co rusz wysilali się, aby rozgrywka była jeszcze atrakcyjniejsza. Jednak na rynku nastąpił przesyt. W końcu ile można grać w zasadzie ciągle w tą samą grę? I wtedy pojawili się fani tych gier, którzy pomyśleli, że warto byłoby przenieść świat pozornie nierealny do rzeczywistości. I trochę pewnie też zarobić. Pomysł chwycił i jak widać ma się całkiem dobrze. Każdego roku na całym świecie powstają kolejne pokoje w których zawodnicy muszą rozbrajać bomby, rozwiązywać zagadki, uciekać przed trującymi gazami, które zaczną się ulatniać za "3...2...1...".
W grze jednorazowo może wziąć udział od 1 do 6 osób. W zależności od wyobraźni twórców każdego z pokoju wytyczone zadania lepiej wykonywać w mniejszej lub większej grupie. Choć to jest oczywiście względne, ponieważ jedni mają większe inni mniejsze predyspozycje do gry tego typu. Niemniej, rozwiązać zagadkę zawsze się da i może się to udać nawet jednej osobie. Jednak właściciele "Escape Room'ów" często narzucają minimalną ilość dwóch osób w rozgrywce. Wynika to na przykład z różnych zadań dla poszczególnej osoby podczas jednej gry. Samo określenie "room" jest tutaj też mylące. Często mamy do czynienia z całymi mieszkaniami, gdzie w każdym etapie gry przechodzimy do kolejnych pomieszczeń.


Korzystając z długiego weekendu i faktu, że na Grouponie pojawiła się fajna cenowo oferta, postanowiliśmy z Agą odwiedzić kolejny krakowski pokój, by spróbować swoich umiejętności logicznego myślenia. Tym razem mieliśmy stanąć przed wyzwaniem wydostania się z sypialni chłopca, który zniknął po tym, jak kilkukrotnie odwiedziły go upiory znane z popularnych horrorów. Przygotowane przez "Funny Will" pomieszczenie idealnie oddawało klimat grozy i silnie działało na psychikę, skutecznie przeszkadzając w racjonalnym podejmowaniu decyzji. Było upiornie do tego stopnia, że spodziewaliśmy się, że w każdej chwili z ukrycia lub zza zamkniętych drzwi wyskoczy jakaś przerażająca postać. Szczególnie, że promocja łączyła się ze zbliżającym się Halloween, więc taki scenariusz był bardzo prawdopodobny.


Oczywiście nie będę zdradzał co wydarzyło się w trakcie rozgrywki oraz jakie były zadania. Myślę, że jeśli ktoś chce się tego dowiedzieć, powinien sam tego doświadczyć. "Spojlery" niszczą często zabawę. W końcu co jest przyjemnego w postępowaniu według podpowiedzi innych lub odgrywaniu scenariusza napisanego przez drugą osobę? W Escape Roomach możemy sprawdzić siebie, swoje zdolności przywódcze, organizacji działań czy w podejmowaniu decyzji. Ale przede wszystkim pokoje jak ten, przygotowany przez "Funny Will", są doskonałą zabawą i sposobem na integrację. Bo nawet jeśli w trakcie pobytu w takim zamkniętym pomieszczeniu pojawią się nerwy, to po wydostaniu się z niego lub kiedy upłynie czas, emocje opadają i do wszystkiego podchodzi się z dystansem. Następuje chwila euforii - krótsza lub dłuższa - szczególnie jeśli para lub grupa wydostanie się z pokoju przed czasem. Muszę przyznać, że nasza minuta chwały przedłużyła się kilkukrotnie w związku z tym, że po raz pierwszy udało się nam wydostać z zamknięcia. I to mając spory, ośmiominutowy zapas czasu. Dotąd albo przegrywaliśmy rozgrywkę, albo brakowało dosłownie kilku sekund do rozwiązania wszystkich zagadek. Zwycięstwo nad "siłami ciemności" krążącymi po pokoju smakowało więc jeszcze lepiej.

Zachęcam, by zajść na krakowską ulicę Dietla pod numer 49. Zanim jednak się tam udasz, koniecznie wejdź na stronę "Funny Will" aby zarezerwować pasującą ci godzinę. Link znajdziesz tutaj. Po wydostaniu się z "Koszmaru" podziel się opinią na funpage'u Escape Room'u lub tutaj, w komentarzach.

Dodatkowo zapraszam do dzielenia się poniżej lub na Facebooku i Twitterze swoimi wrażeniami z innych pokoi lub propozycjami krakowskich (i nie tylko) miejscówek, z których warto uciec. Jeśli artykuł się tobie przydał, udostępnij go swoim znajomym - niech i oni skorzystają.

Od jakiegoś czasu istnieje też jeszcze jedna możliwość wpłynięcia na treści pojawiające się na EkstraMisji. Szczegóły znajdziecie tutaj.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

1 komentarze :

  1. Dziękujemy bardzo za tak rozbudowaną opinię oraz za miłe słowa.
    Cieszymy się, że Wam się u nas podobało i jesteście zadowoleni!
    Do zobaczenia w następnym pokoju! :)

    OdpowiedzUsuń

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)