Wartość podróży. 5 rzeczy, które zyskałem.

Mówi się, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Czy tak jest z podróżami? Co zyskujemy w czasie ich trwania?

Jak wiele jest wśród nas osób, które wszelkie urlopowe plany opiera przede wszystkim na byczeniu się nad basenem, z drinkiem w dłoni? Kiedyś również myślałem, że to jest właśnie sens wszelkich wyjazdów. Jednak w pewnym momencie zauważyłem, że poza domem, w obcych miastach lub gdzieś pomiędzy nimi, człowiek zaczyna inaczej funkcjonować. Zmienia się. Jego system wartości ulega przewartościowaniu, a myślenie o wielu sprawach wjeżdża na zupełnie inne tory. Myślę, że w czasie podróży wiele zyskałem. Ale czego?


1. Poznałem siebie.
Nie chcę was zanudzać tym, jak to kiedyś sądziłem, że mam więcej wad niż zalet. Jednak im dłużej żyję i im częściej podróżuję, tym bardziej sądzę, że jest inaczej. Nabieram dystansu do tego, co usłyszałem w przeszłości, dowiaduję się, że wcale nie jestem taki, jak mnie kiedyś "malowali" inni.
Poznałem swoje możliwości. Wiem, na co sobie mogę pozwolić w różnych chwilach. Domyślam się również tego, że to co dziś uważam za szczyt, jutro będzie tylko stokiem lub w ogóle doliną, z której mam zamiar dopiero wyruszyć.

2. Otworzyłem się.
Jeszcze kilka lat temu nie sądziłbym, że potrafię podejść do obcych ludzi i z nimi porozmawiać czy zapytać o drogę. A w ogóle niewyobrażalne było, abym to zrobił za granicą, używając obcego języka lub silnie gestykulując. Dziś nie jest dla mnie problemem wyciągnięcie kciuka na drodze i zatrzymanie samochodu w nadziei na podwózkę.
Podobnie jest z nowymi rzeczami. Kiedyś nie wierzyłem w to, że będę jeździć na desce snowboardowej, że przejadę ponad 700 km na rowerze wzdłuż polskiego wybrzeża czy wejdę na te wszystkie szczyty, które do tej pory zdobyłem. Otworzyłem się na doświadczanie, a nie tylko bierne spoglądanie z boku i zazdroszczenie innym.

3. Radzę sobie.
W czasie podróży nie raz, nie dwa dopadały mnie różne problemy. A to autobus, którym miałem jechać się spóźnił lub w ogóle nie przyjechał, a to przeciekał namiot czy buty. Takie sytuacje sprawiały, że musiałem naprędce coś wymyślić, znaleźć rozwiązanie.
Teraz poprzez zdobyte doświadczenie umiem lepiej spakować swój plecak na wyjazd. Wiem, czego potrzebuję i czego zupełnie nie. Kiedyś zabrałbym na wyjazd jedną walizkę wypchaną jedzeniem, dziś biorę kilka kanapek lub tylko wodę. Umiem lepiej planować trasę biorąc pod uwagę zróżnicowanie terenu pokazane na mapie. Wiem, gdzie najlepiej szukać taniego noclegu, a gdzie taniego jedzenia.
Można się tego wszystkiego dowiedzieć z Internetu, z filmików na YouTube'ie, ale zdobytą w ten sposób wiedzę trzeba skonfrontować z rzeczywistością. Uważam, że poprzez własne doświadczenia, człowiek uczy się najlepiej.

4. Ciekawski jestem.
Moja ciekawość ma ścisły związek z otwarciem się, o którym pisałem wyżej. Tak jak wspomniałem, kiedyś byłem biernym obserwatorem. Bałem się zrobić pierwszy krok w kierunku spełniania swoich marzeń czy doświadczania świata. W końcu spróbowałem i zobaczyłem, że radzę sobie i że to lubię. Nie jestem do końca pewien, gdzie schowałem swój "zdrowy" rozsądek, który szeptał mi w uchu: "Co powiedzą inni?" Jestem zadowolony, że już od tak długiego czasu nie potknąłem się o niego i nie wyzwoliłem tych szeptów.
Dziś chcę poznawać świat, dowiedzieć się jak działają różne rzeczy czy poznać nowe smaki. Skok ze spadochronem, trekking przez tundrę albo taniec na karnawale w Rio? To tylko część z moich pragnień, do których mnie ciągnie. I wiem, że kiedyś tego doświadczę. Bo prędzej czy później moja ciekawość się o to upomni.

5. Wyszedłem.
Skąd? Ze strefy komfortu. Zobaczyłem, że da się żyć bez codziennego ciepłego posiłku. Bez prysznica czy komórki. Potrafię spędzić kilkanaście lub kilkadziesiąt dni w namiocie, bez łóżka i światła, które rozświetli wszystko wokół po krótkim "pstryk". Doświadczyłem braku telewizora, który pokazałby mi co się dzieje w świecie. Szedłem kilkanaście kilometrów, aby dojść do jakiegoś miejsca, do którego nie dojeżdżają autobusy czy samochody. Dowiedziałem się, że potrafię sobie poradzić bez tych wszystkich nowinek technicznych. Prosząc o pomoc innych wiem, że to nie jest totalne stoczenie się. To uświadomienie sobie, że nie we wszystkim jestem dobry. Że to co zazwyczaj robiłem z ciągu kilku sekund, to niekoniecznie moja zasługa, ale maszynerii, którą uruchamiałem.
Wyjście ze strefy komfortu to nie tylko same plusy. To też trudności, z którymi musimy się zmierzyć. To nieprzyjemne chwile, niełatwe rozmowy. Ale to owocuje. Poznaniem siebie, innych. Poszerzeniem horyzontów i dostrzeżeniem, że być może to co do tej pory robiliśmy nie było tym, czego tak naprawdę pragnęliśmy.

Ile razy oglądałem te "motywujące" zdjęcia z dopiskami w stylu "podróże kształcą"? Nie byłbym w stanie tego policzyć mając nawet kilkanaście rąk. Zawsze uważałem to za oczywistość. Dziś wiem, że na nich nie tylko uczę się nowych rzeczy. Podróże budują charakter, zmieniają wszystko i wywracają nasz świat na lewą stronę. Każą wyrzucić wszystkie zbędne rzeczy i urządzić się w nowy, często minimalistyczny sposób. Pomagają "odgracić" codzienność, by móc zobaczyć sens w dawno porzuconych i zapomnianych rzeczach.

Jeśli i ty tak sądzisz, podziel się swoją opinią poniżej, w komentarzu. Zalajkuj profil EkstraMisji na FB lub śledź go na Twitterze, aby żaden artykuł ci nie umknął.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)