PolskiBus. Dlaczego musi się zmienić?

Każdego dnia na polskie drogi wyjeżdża tysiące autobusów czy małych busików. Wszystko po to, by nieprzebrane ilości pasażerów mogły dostać się z punktu A do B. Na wolnym rynku nie brakuje firm przewozowych, ale tylko nieliczne potrafią się wyróżnić. Jedną z nich jest PolskiBus.

Kiedy ponad pięć lat temu PolskiBus rozpoczynał swoją swoją działalność w naszym kraju, wielu przepowiadało mu rychłą śmierć w branży usług transportowych. Można śmiało powiedzieć, że miał tylu przeciwników co zwolenników. Trudno się dziwić. W końcu był jednym z pierwszych przewoźników w Polsce, którzy w swojej ofercie mieli bilety od złotówki (plus drugie tyle za rezerwację). Informacja o niezwykle niskich cenach jakie PolskiBus proponował za przejazd, wstrząsnęła branżą w całej Polsce. Przez chwilę nawet spekulowano o "machlojkach", dzięki którym przewoźnik mógł pozwolić sobie na takie konkurencyjne ceny. Sądzono również, że "złotówkowe" bilety to zwykły chwyt marketingowy i lada moment ceny poszybują w górę i dzięki temu klienci odwrócą się od nowej firmy.
Jednak w czerwcu minął kolejny rok od kiedy czerwone autobusy pojawiły się na polskich drogach i nie widać oznak, by właścicielom PolskiegoBusa śpieszyło się ze zwijaniem interesu. Wręcz przeciwnie - niedawno przewoźnik uruchomił kolejne połączenia. Wszystko dzięki nawiązaniu współpracy z innymi firmami tj. BP Tour, Ideal Travel czy Arriva.
Wszystko pięknie! Więc po co ten artykuł? Czytajcie dalej.

Był czas, kiedy z PolskiegoBusa korzystałem regularnie. Pomagał mi dostać się do domu co kilka tygodni albo dojechać do Zakopanego. Około dwóch lat temu przerwałem tą "współpracę", ponieważ kilka rzeczy zaczęło mnie u tego przewoźnika denerwować. Wolałem przesiąść się na PKP (szczególnie InterCity). Dlaczego?
Przede wszystkim zobaczyłem jak wygląda podróż w PolskimBusie.
Czy coś ci nie pasuje?
A tak! Mógłbym się rozwodzić nad tym, że fotele tylko w niektórych miejscach w autobusie są faktycznie wygodne - na reszcie, przez nawet "krótkie" dwie godziny jazdy może się zrobić za ciasno. I nie pomagają bajery jak pochylane i rozsuwane na boki, obite pseudoskórą siedzenia. Jeśli byłbym upierdliwy, narzekałbym, że Wi-Fi jest - i owszem - ale działa dobrze tylko na terenie miast i w niedalekiej odległości od nich. Wytknąłbym toaletę dla liliputów, z której potrafi wydzielać się zapach podobny do tego z oczyszczalni ścieków. Mógłbym się do tego przyczepić, ale nie to mnie irytuje.
To co odepchnęło mnie od PolskiegoBusa, to sposób w jaki rozpoczynam z nim podróż i jak ją kończę. Te dwie rzeczy są kompletnie nie dopracowane przez przewoźnika.
Spróbowaliście kiedyś całkowicie spokojnie wsiąść do tego czerwonego pojazdu albo spakować swój bagaż do luku bez jakiejkolwiek spiny? Nie da się. Pasażerowie podchodzą do tych dwóch rzeczy jak do ochrony niepodległości swojego kraju. Chociaż może na płycie dworca jest bardziej niebezpiecznie i groźniej? Niby wszyscy wiedzą, że mają numer rezerwacji. Zdają sobie sprawę, że kierowca nie odjedzie bez nich - o ile stawią się na miejsce we właściwym czasie. Mimo to potrafi wybuchnąć niezwykła walka - najpierw o to, by torba została włożona do bagażnika jako pierwsza, później przychodzi czas na zajęcie "najlepszych miejsc przy przednim oknie". Jest dobrze, jeśli na dworcu obecni są tzw. bagażowi, którzy ładują wszystkie walizki i plecaki do luku, a w tym czasie kierowca wpuszcza pasażerów do środka pojazdu. Osobiście jednak widziałem takich pomocników może dwa-trzy razy. W pozostałych przypadkach kierowca musiał sam zająć się bagażem, a następnie zweryfikować rezerwacje. I zupełnie się nie dziwię, że większość z nich stała się opryskliwa i nieuprzejma. Stało się tak, ponieważ pasażerowie widząc jak dużo czasu zajmuje wejście do autobusu, zaczęli być nieznośni i chamscy. A im bardziej są wkurzeni klienci, tym bardziej działa to na pracowników. I koło się zamyka.


Dobrze, ale co dalej? Kiedy już wejdziesz do środka, to nie licz, że to koniec kłopotów. Szczególnie, jeśli nie podróżujesz sam. Znakomita większość pasażerów rozsiada się po autobusie w taki sposób, że ci jadący w parze mają nikłe szanse, by siąść razem. A jeszcze "zabawniej" jest, kiedy w nadziei na brak towarzystwa, na siedzeniu obok siebie ludzie umieszczają plecaki albo torebki. Naprawdę? Co się stanie, jeśli dotknę twojej torebki? Wybuchnę? Porazi mnie prąd? Zupełnie tego rozumowania nie pojmuję. Jakby dookoła tego przedmiotu tworzyło się pole siłowe, którego nie sposób przekroczyć albo gdyby stawał się on czapką niewidką, która ukryje ten wolny fotel. Są to swego rodzaju zasieki, które mają skutecznie odstraszyć kogoś przed zajęciem tego miejsca.
Swoją drogą, nie ze mną te numery. Jak walczę z takim zachowaniem (bo tego trzeba ludzi oduczyć)? Jeśli faktycznie brakuje już podwójnych miejsc, zaczynam polowanie. Szukam najbardziej zawziętego obrońcy sąsiedniego miejsca. To widać komu najmniej pasuje twoje towarzystwo. Ukradkowe spojrzenie i szybki powrót do przeglądania esemesów sprzed kilku tygodni. Albo wwiercanie się wzrokiem w coś niezwykłego za oknem. "Tylko nie utrzymuj kontaktu wzrokowego, bo tu siądzie. Spojrzysz i po tobie! Koniec wolności." Kiedy już takiego pasażera wypatrzę, nie pomogą głośne sapanie czy wywracanie oczu, bo oto torba musi zejść z fotela. Nawet głośne wyrażanie opinii na mój temat nie jest w stanie mnie powstrzymać. Siądę i już. Bo muszę cię nauczyć, że twoje zachowanie jest nie w porządku.

Wracając do sedna. Sama podróż jest okej, oprócz tego co napisałem nieco wyżej - siedzenia, toalety itd. Kolejne nieprzyjemności powracają, kiedy dojeżdżasz do celu.
Pomimo tego, że tuż przed wjazdem na dworzec w głośnikach rozbrzmiewa prośba, by wszyscy zostali na miejscach aż do zatrzymania się pojazdu, to i tak niewielu coś sobie z tego robi. Musi przecież się ubrać, wyciągnąć torbę spod fotela i zdobyć swoje "pole position" przy drzwiach. Rozumiem, że można śpieszyć się na kolejny transport. Że miasto, do którego dojechaliśmy jest czasami tylko miejscem przesiadkowym. Jednak nie wierzę, że 80% pasażerów nie kończy w takim momencie podróży.
Po otwarciu drzwi peleton rusza ku lukom bagażowym. I tu podejdź na chwilę - coś ci powiem: Jeśli już wepchnąłeś swoją walizkę jako pierwszy i skoro będziesz ostatnią osobą jaka się doczeka na odbiór bagażu, nie ma sensu abyś wychodził przed wszystkimi. To nie żadna wiedza tajemna, jednak wielu o tym zapomina i stara się wejść do bagażnika, by odkopać spod reszty toreb swoją.
Tutaj niestety po raz kolejny przewoźnik zawodzi. O ile czasami zdarza się, że kierowcy (lub bagażowi) wydają bagaże pasażerom, to coraz częściej ma miejsce totalna samowolka tych drugich. Pracownicy mają najpewniej już kompletnie dość pracy i są zmęczeni, więc otwierają luki i pozwalają ludziom samemu brać swoje rzeczy. Doświadczyłem tego podczas ostatniej, zeszłotygodniowej podróży. Kierowca po dojechaniu do mojego miejsca docelowego, wysiadł z autokaru, w milczeniu otworzył bagażnik i bez żadnego pardonu czy choćby słowa "Walcie się!" - odszedł. Na nieszczęście PolskiegoBusa i niektórych pasażerów, w takich momentach dochodzi do wielu pomyłek, które skutkują licznymi skargami i reklamacjami. Bo zamiast sprawdzić, czy numer na bagażu zgadza się z tym, który otrzymało się na pokwitowaniu, ludzie chwytają za pierwszą walizkę, która przypomina ich i odchodzą. Kilka lat temu, po dojechaniu do Wrocławia byłem świadkiem, jak kobieta zaczęła wydzierać się na kierowcę bo ten wydał komuś jej bagaż totalnie nie zwracając uwagi na naklejony numer. Ona spostrzegła błąd przy autobusie, natomiast ktoś, kto wziął jej torbę najprawdopodobniej dowiedział się o niej dopiero w domu.


Co można moim zdaniem zrobić, aby opisane rzeczy się nie zdarzały? Przede wszystkim trzeba rozpocząć żmudną pracę nad naturą człowieka. Jakiś czas temu widziałem zdjęcie bodajże z Japonii, gdzie pasażerowie ustawiają się w kolejce, ale nie przy drzwiach do autobusu, tylko już na przystanku - przed jego przyjazdem. To inna kultura - powiecie. Jednak skoro oni potrafią, to my również. Możemy się śmiać z różnych ich dziwacznych pomysłów i wynalazków, ale niektóre zachowania warto byłoby sobie przyswoić. Wiem, że "przestawianie" ludzi na inne tory to ciężkie zadanie. Potrwa to lata, ale jeśli ma to pomóc w naprawieniu relacji na linii klient-firma to myślę, że warto. Można zacząć od wprowadzenia rzeczywistej rezerwacji miejsca, a nie "zaklepania" przejazdu. Myślę, że w ten sposób duża część ludzi przyzwyczajałaby się, że ma obok siebie innego pasażera. Pewnie po jakimś czasie zniknęłoby - albo przynajmniej zmniejszyłoby się - zjawisko zajmowania dwóch miejsc przez jedną osobę.
Drugą rzeczą, nieco bardziej wymagającą jest zmuszenie do kulturalnego ustawienia się w kolejce do osoby zarządzającej rezerwacjami. I oczywiście nie rozpoczynania sprawdzania numerów, dopóki wszyscy się nie dostosują. Trochę jak w szkole, ale cóż poradzić - skoro tam się tego nie nauczono, trzeba to nadrobić. Chociaż jeśli istniałaby wspomniana "miejscówka", to być może osoby nie pchałyby się tak do środka, bo ich szybsza obecność tam nie zmieniłaby zbyt wiele.
Pozostałe niedogodności - bardziej techniczne - można przeżyć. W końcu płaci się dosyć niską cenę, więc na pewne rzeczy przymknąć oko nie zaszkodzi. Kiedyś radzono sobie bez Wi-Fi czy super-ergonomicznych foteli, więc dlaczego teraz miałby się zawalać przez ich brak świat?

Podróż PolskimBusem nie jest jednak zła sama w sobie. Dzięki temu przewoźnikowi możemy tanio i czasami bardzo szybko podróżować nie tylko po Polsce, ale i za jej granicami. Dziesiątki połączeń, łatwy system rezerwacyjny i w miarę nowoczesna flota pojazdów to ogromne możliwości. Jedyną przeszkodą do udanej podróży jesteśmy tak naprawdę my. Sami musimy zmienić swoje zachowanie i nauczyć również innych, czego nie robić. Bo tylko od nas zależy czy przepychanie się, walki i różne wkurzające nas rzeczy będą się pojawiać.

Dzięki za przeczytanie. Mam nadzieję, że pod artykułem pojawią się wasze komentarze. Napiszcie co sądzicie o PolskimBusie. Czy macie z nim dobre skojarzenia czy raczej złe? Jeśli jest okej - napiszcie dlaczego? Jest źle? Również napiszcie co dokładnie wam nie pasuje. Być może tekst ten przeczyta ktoś wpływowy w PolskimBusie i przemyśli wprowadzenie zmian. Myślę, że warto spróbować.

Chciałbym również przypomnieć, że macie możliwość wsparcia mojego bloga w jego funkcjonowaniu. Możecie także wpłynąć na treści tutaj publikowane i zyskać fanty. Szczegóły znajdziecie w zakładce "Patronat" lub klikając obrazek z napisem "Wesprzyj mnie na Patronite" widniejący po prawej stronie. 
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

6 komentarze :

  1. Na wolnym rynku firmy nie współpracują tylko konkurują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym wypadku tych kilku przewoźników współpracuje aby mieć szerszy wachlarz możliwości i lepszą ofertę dla klientów.

      Usuń
  2. Bo muszę cię nauczyć, że twoje zachowanie jest nie w porządku.
    Ty jesteś normalny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że jestem wzorem cnót, ale jeśli chodzi o moje zachowanie w PolskimBusie - nie mogę zaprzeczyć, że potrafię się zachować:)

      Usuń
  3. Totalnie nie rozumiem sensu tego artykułu. Przypierdzielasz się do polskiego busa, ale z wpisu ewidentnie wynika, że wkurzają Cię pasażerowie. Co do tego ma sam przewoźnik? Ma ich prać po ryju bo się brzydko zachowują? Przecież takie sytuacje mają miejsce w większości autobusów. Obrazić się na nie i przesiąść się na pociąg? Proszę bardzo jeśli masz czas i pieniądze, bo pociągi jadą z reguły dłużej i są droższe. Dla mnie bez sensu. Bez obrazy, ale dla mnie artykuł z dupy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, dzięki za komentarz. Widać w nim spore emocje, nie sądzisz?
      Tak jak napisałem w artykule, jeśli przewoźnik sobie pozwala na to, aby pasażerowie pchali się zarówno do bagażnika jak i do wejścia lub wyjścia, to ponosi za to odpowiedzialność. Według mnie PolskiBus powinien wprowadzić kilka zasad, nawet kosztem straty swoich niektórych klientów.
      Piszesz, że tak jest wszędzie - nie tylko w PolskimBusie. Więc dlaczego tego nikt nie stara się zmienić? To, że ludzie się tak zachowują, jest nie tylko winą ich samych, ale również firm, które dają przyzwolenie. A wszystko dzieje się przecież na ich "podwórku".

      Usuń

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)