Zieleń wielkich miast. Mikrowyprawy - pomysł na rutynę.

Twoja wyprawa wcale nie musi wiązać się z długim wyjazdem, aby była zaliczona do udanych. Miejsce, które odwiedzisz, może być w tej samej strefie czasowej i niekoniecznie po drugiej stronie równika. Nawet nie musisz się jakoś specjalnie pakować, ani brać góry jedzenia. Niewiele musisz. Dlaczego?

Nie jestem chyba prawdziwym podróżnikiem. Moje wyprawy w odległe kraje zaczynają się i kończą na cyfrowej mapie. Najdalszym zakątkiem świata, który miałem okazję zobaczyć na żywo, było Maroko. I zwiedziłem go tylko połowicznie, w sposób tak negowany przez "prawdziwych" podróżników - z biurem podróży. Ale kiedyś... Ha, jak dobrze znamy to określenie: "kiedyś", "wkrótce", "jeszcze nie teraz, bo...". Odsuwamy od siebie możliwości, widząc tylko "ale". Tak długo robimy te wymówki, że stajemy się zgorzkniali - drażnią nas wyjazdy innych, gdy ci chwalą się na Facebook'u kolejną fotką z Egiptu, Hiszpanii czy Brazylii. "A ja wciąż tkwię tutaj". Nie musi tak być!

Niedawno, za sprawą Łukasza Długowskiego i jego książki "Mikrowyprawy w wielkim mieście" dowiedziałem się o zbawczym działaniu tytułowych "mikrowypraw". Kiedy nie możemy wziąć urlopu w pracy, rodzina robi wyrzuty, a portfel... ech, lepiej nie pisać! - właśnie wtedy powinniśmy uruchomić swoją kreatywność. Autor książki zachęca czytelników, żeby nie skupiać się tylko na tych wielkich i wymagających ogromnego wysiłku wyprawach. Jak przyznaje, sam często czuł się źle, kiedy zawieszał poprzeczkę wysoko, a jej przeskoczenie było irytująco niemożliwe. Pojawia się frustracja, a walcząc z nią, jeszcze bardziej się wkurzamy. I koło się zamyka, a nasz wyjazd marnuje się, bo nie odczuwamy tyle radości i nie ładujemy akumulatorów na tyle, na ile pozwala jej potencjał.
W "Mikrowyprawach" autor pokazuje nam, że "lepszy rydz niż nic" i zachęca, abyśmy kiedy tylko możemy, wyciskali z wolnego czasu ile się da. Filozofia "mikrowypraw" opiera się na wyszukiwaniu zielonych plam na mapach naszych miast i ich okolic. Na odnajdywaniu miejsc, o których większość zapomniała lub nie dostrzega jej atrakcyjności. Musi się nam po prostu chcieć, ponieważ nie doświadczymy żadnej przygody, kiedy sami się o nią nie postaramy.


Mieszkam w Krakowie. Kiedy włączę sobie Google Maps i każę wyszukać mu Kraków, ukaże się mi mnóstwo zielonych plam. I to nie będą tylko Błonia, Park Lotników czy Las Wolski. Mniej więcej co kilometr napatoczymy się na jakiś większy płat zieleni nie będący tylko kawałkiem trawnika. Przez ponad dwa lata, od kiedy się tutaj przeprowadziłem, patrzyłem na dawną stolicę Polski przez pryzmat smogu, niewyobrażalnego hałasu i wnerwiająco dużej ilości ludzi. Kraków mnie drażnił. Jednak teraz, kiedy odkryłem kilka miejsc w okolicy mojego domu - Łąki Nowohuckie i Zalew Nowohucki czy Planty Bieńczyckie, doszedłem do wniosku, że da się tutaj żyć. A dodam do tego Zakrzówek, Tyniec czy nawet nie tak daleki Ojcowski Park Narodowy i wyjdzie, że w miesiącu - jeśli bardzo bym chciał - mógłbym być codziennie w innym miejscu. I to praktycznie bez jakiegokolwiek nakładu finansowego. Mam bilet miesięczny na komunikację miejską, dlatego nie wydaję prawie nic na dojazdy do tych miejsc (chyba, że przekraczam strefę). Sam dojazd też nie trwa kilku godzin, tylko maksymalnie półtorej godziny, jeśli dobrze się trafi.

Teraz czas na ciebie! Włącz mapę swojego miasta i sprawdź czy od twojego domu, w odległości, którą pokonasz w maksymalnie godzinę (autobusem, samochodem czy pieszo) znajduje się jakiś teren zielony. Następnie spakuj do plecaka jakiś mały kocyk lub zwiń karimatę, weź też śpiwór - w końcu dni nie są już takie ciepłe jak jeszcze miesiąc temu - i wyjdź z domu. Dostań się do celu, przespaceruj się lub od razu wbij się w śpiwór. Nie bój się nawet zdrzemnąć. Godzina spędzona w ten sposób sprawi, że poczujesz się o niebo lepiej. Przestaniesz odczuwać tą nieznośną pustkę, którą dotychczas zwalczałeś wyjazdami za miasto - w góry czy nad morze.

Cała tajemnica nie tkwi tak naprawdę w cudownych właściwościach tlenu - choć może trochę tak jest. Najważniejsze, żeby do codziennej przewidywalności, kiedy to kursujemy na odcinkach szkoła-dom, praca-dom, sklep-dom wcisnąć coś niebanalnego. Przyznajmy szczerze: rutynę lubią chyba tylko osoby z autyzmem. Nikt mi nie wmówi, że uwielbia wykonywać te same zadania przez dłuższy czas, że nie potrafi sobie wymarzyć lepszej pracy. Jeśli tak faktycznie jest, chciałbym z nim porozmawiać za kilka lat, bo teraz być może dopiero co rozpoczął swoją karierę zawodową na tym "rutynowym" stanowisku. Ludzie się zmieniają i po jakimś czasie z nadmiaru tej monotonii człowiek może po prostu oszaleć. Nie dajmy się zwariować - wyrwijmy się rutynie!

Jeśli ty też nie lubisz rutyny, zostaw komentarz, "lajka" na Facebooku czy inny ślad swojej obecności tutaj i pędź do kolejnego zielonego miejsca na mapie. I pamiętaj - rozmiar ma znaczenie, ale nie tym razem. Mikro też może być spoko!
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)