Spójrzże na Świat. Dlaczego VR nie jest taki dobry?

"Świat się zmienia.
Mówi mi to woda. Mówi mi to ziemia.
Wyczuwam to w powietrzu. Wiele z tego co było,
zostało zatracone, bo nie żyją już Ci, którzy to pamiętali."

Cytat z jednego z najpopularniejszych filmów początku XXI wieku - "Władca Pierścieni" - idealnie pasuje do tematyki dzisiejszego artykułu. Postanowiłem napisać o czymś, co już od pewnego czasu nie daje mi spokoju. O digitalizacji świata.

Zewsząd różne instytucje czy osoby prywatne ciskają w moim kierunku najnowszymi technologiami, które mają ułatwić mi życie. Mają za mnie gotować, prać czy nawet myśleć - chociażby prowadząc automatycznie samochód. Ma być szybko, wygodnie i najlepiej bez jakiegokolwiek wysiłku. Jakby cały świat obrał sobie cel: powolne staczanie się w wegetację. Nie przekonują mnie popularne "PokemonGO", które miały zmusić wszystkich do wyjścia z domów. Pokazują one tylko skalę problemu, z jakim przyszło nam żyć - wolimy wirtualną rzeczywistość, niż przełączyć się na "live". Co to ma do tematyki Twojego bloga? - spytacie.

Mija powoli dekada od momentu, kiedy największa korporacja branży IT - Google, wprowadziła, dziś coraz bardziej zyskującą na popularności, usługę Street View. Był to przełom. Każdy, kto miał dostęp do Internetu mógł zobaczyć jak wygląda Nowy Jork czy Waszyngton. I to nie na zdjęciu. Dzięki pomarańczowemu ludzikowi, który pojawił się w rogu okna Google Maps, mogliśmy przenieść się na Broadway czy Wall Street. Dzisiaj jesteśmy w stanie w kilka sekund pojawić się na Antarktydzie, chwilę później stanąć pod piramidami w Egipcie, a wycieczkę zakończyć przy operze w Sydney.
Od pewnego czasu coraz więcej mówi się o zwiedzaniu tych i wielu innych atrakcji turystycznych bez ruszania się z domu. Wystarczy, że zaopatrzymy się w specjalne gogle Virtual Reality. Możemy wybrać najbardziej prostą wersję składającą się z kartonowej obudowy i naszego smartfona lub wydać kilkaset złotych na profesjonalny sprzęt. Wybór należy do nas. Oczywiście trzeba się liczyć z różnymi parametrami lub możliwościami sprzętowymi. Kiedy już staniemy się posiadaczami gogli VR, odpalamy chociażby Google Maps zaktualizowaną o rozszerzenie Street View na specjalnej aplikacji, która pozwoli nam zamienić wyświetlany obraz na taki pozwalający poczuć się jak w trójwymiarowym świecie. Samochody Google'a oraz ich ludzkie odpowiedniki, wyposażone w aparaty 360 stopni pojawiły się już chyba wszędzie. Dlatego bez problemu dzięki tym nowoczesnym okularom do interaktywnej zabawy dostaniemy się w najrozmaitsze zakątki Ziemi. Nurtuje mnie tylko jedno pytanie: po co?
Czy nie da się już klasycznie wyjść z domu i pójść w interesujące nas miejsce? Czy naprawdę aż tak spłyciliśmy pierwotną chęć poznawania nowego i nieznanego? Wystarczy, że coś zobaczymy, zrobimy temu zdjęcie (albo wciśniemy "Print Screen") i przechodzimy do następnej atrakcji? A gdzie w tym wszystkim smak gruzińskiego Chinkali, czy zapach belgijskiej czekolady? Jak tutaj nie dotknąć kamienia z którego zbudowany jest Wielki Mur Chiński? Dlaczego wystarczy nam wirtualny promień słońca przechodzący przez bryzę wznoszącą się ponad wodospadem Niagara? Nie lepiej byłoby poczuć temperaturę tego światła i doświadczyć jednocześnie na własnym ciele chłodu wody?


Nie jestem przeciwnikiem nowych technologii. Denerwują raczej mnie ludzie, którzy nie potrafią wykorzystać ich potencjału. Okej, można użyć Street View by pochodzić po Placu Czerwonym, ale tylko po to, by sprawdzić co dokładnie chcemy zobaczyć na rzeczywistej wycieczce. Użyjmy gogli VR aby sprawdzić stopień nachylenia jakiegoś zbocza, gdzie poprowadzona jest droga, którą planujemy pokonać. Podróżujmy "palcem po mapie", ale nie zamykajmy się na realne odczucia. Będziemy wiedzieć ile dokładnie pinakli ma Katedra w Kolonii, ale nie poczujemy się malutcy po tym jak w wirtualnej rzeczywistości staniemy pod nią i spojrzymy w górę. Nie nabawimy się siniaków przepychając się wśród miejscowych i turystów na placu Jama el-Fna w Marakeszu. Skończymy samotni lub w najlepszym wypadku wśród podobnych sobie, prześcigając się wspólnie w "łapaniu" wirtualnych atrakcji. Będziemy schorowani i słabi, bo nasze ciała nie doznają takiego wysiłku i ruchu na jaki wystawimy je podczas podejścia na Elbrus czy inne góry świata.

Skończę apelem abyśmy używali najnowszych zdobyczy technologii, ale tylko wtedy, kiedy faktycznie nie możemy liczyć na możliwości nas samych. Wejdźmy do wirtualnej rzeczywistości, ale bądźmy na tyle blisko wyjścia, by się w niej nie zgubić i nie zatracić. Bo życie realne jest czasami może zbyt trudne i bardzo wymagające, ale mimo wszystko warto się mu poświęcić w jak największym stopniu. Rozgrywka każdego z nas kiedyś się skończy. Dobrze by było, gdybyśmy dysponowali wtedy wspomnieniami zapisanymi nie tylko na twardych dyskach naszych komputerów.
Ruszmy się wreszcie z miejsca, przekroczmy próg naszego domu i wyjdźmy do ludzi, poznajmy otaczający nas świat! Jeszcze nie jest za późno, by się odłączyć od sieci i przywrócić zachwyt oraz chęć poznawania tego co wokoło!

Zapraszam do komentowania poniżej lub na fanpage'u EkstraMisji na Facebooku.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)