10 miejskich udogodnień dla rowerowych maniaków.

Świat się zmienia. Mówi mi to kierowca samochodu, mówi mi to pieszy. Nawet rowerzysta mówi, że władza coraz wyraźniej widzi potrzebę rozbudowy infrastruktury pod zrównoważony transport. Oto 10 udogodnień dla kierowców jednośladów, które spowodują, że chętniej w poniedziałkowy poranek wybierzesz rower zamiast samochodu by dojechać do pracy czy na uczelnię.

Rowery z każdym rokiem stają się coraz bardziej popularne. I dobrze, ponieważ zamiana czterech kółek na dwa to w większości plusy nie tylko dla funkcjonowania miasta, ale również dla naszego organizmu. Zalety jazdy na rowerze dostrzegają całe szczęście także urzędnicy, którzy starają się tworzyć coraz to nowsze udogodnienia dla rowerzystów. Choć czasami wychodzą z tych chęci niezłe kwiatki, to przeważnie są to rozwiązania rewelacyjne. Pozbierałem kilka rozwiązań dla rowerowego światka, które spotkać już można w wielu większych miastach Polski.


1. Podpórki.
W polskich miastach jest to stosunkowo świeży sposób na poprawę życia kierowców rowerów. W Krakowie całkiem niedawno rozpoczęto ich stawianie. Swego czasu znałem tylko podpórki na rondach Mogilskim i Grzegórzeckim. Być może wynikało to z faktu, że poruszałem się częściej właśnie w ich okolicach jadąc z Huty do Centrum. Od miesiąca wyrastają na skrzyżowaniach miniaturowe wersje podpórek. Do tej pory były to barierki z dodatkową stopką o którą rowerzysta mógł się oprzeć. Teraz są to dwa lub trzy słupki z rączką i stopką, postawione w szeregu. Rozwiązanie według mnie o wiele praktyczniejsze, bardziej mobilne, no i nie zajmuje tyle miejsca co barierki. Przy których zresztą rzadko mieścili się dwaj rowerzyści. Dlatego wielkie brawa dla twórców tych podpórek za wyobraźnię, a dla władz Krakowa za chęć zaopatrzenia miasta w dosyć dużą ich ilość.

2. Stacje naprawcze.
Tutaj ponownie przytoczę przykład z Krakowa. W końcu to właśnie po jego ulicach codziennie jeżdżę i najbardziej orientuję się co do rowerowej infrastruktury. Stacje do samodzielnej naprawy rowerów to rozwiązanie, które według mnie doskonale nadaje się listę udogodnień. I choć w wielu przypadkach te krakowskie punkty stają się powoli zapomniane przez władze, to tak czy inaczej pomagają w awaryjnych sytuacjach. Najwięcej stacji naprawczych można spotkać przy dawnych punktach Krakowskich Rowerów Miejskich. Piszę dawnych, ponieważ na dzień dzisiejszy możliwość wypożyczenia dwukołowca została zawieszona do czasu rozstrzygnięcia przetargu na zarządcę tego systemu (co przeciąga się już dostatecznie długo, by można było mówić o zaniedbaniu tego tematu). Jednak szczęściem w tym nieszczęściu jest fakt, że po miejskich rowerach ostały się jeszcze punkty wypożyczeń i stacje naprawcze.
Dodatkowo przy sklepach sportowych często można spotkać o wiele lepiej wyposażone stacje. Ja najczęściej korzystam z tych przy Decathlonie i nie jest to jakaś kryptoreklama. Po prostu wybór kluczy, możliwość zawieszenia roweru na statywie i zintegrowana pompka do kilku systemów wentyli daje temu sklepowi pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu.

3. Kontraruch/kontrapas.
Dla wielu jest to coś nowego. Sam dopiero niedawno dowiedziałem się, że to, po czym poruszam się dosyć często nosi właśnie takie nazwy. Kontraruch to taka droga, gdzie rowerzysta może wjechać pomimo zakazu. Na przykład ma to miejsce, kiedy widzimy znak zakazu skrętu w lewo lub prawo (B-21 i B-22), a pod nim widnieje tabliczka z napisem "Nie dotyczy rowerów" (T-22). Zazwyczaj są to drogi jednokierunkowe po których jednoślad może poruszać się po prąd. Znacznie bezpieczniejszą alternatywą dla kontraruchów wydaje mi się tzw. kontrapas. Większość kierowców samochodów nie podziela pomysłów puszczania rowerów pod prąd, co kończy się często awanturami lub dosyć niebezpiecznymi spotkaniami. Dlatego na drogach jednokierunkowych, gdzie dopuszczony jest ruch przeciwny dla rowerzystów maluje się ok. 1,5 metrowej szerokości ścieżki. Ruch po nich jest dozwolony tylko w kierunku przeciwnym do jazdy określonej dla innych pojazdów. Dlatego też jadąc w stronę zgodną powinniśmy poruszać się tam gdzie reszta, czyli poza kontrapasem. Tak wydzielone przestrzenie uczą kierowców, że rower to taki sam pojazd jak inne i również ma swoje miejsce na jezdni. I faktycznie, kiedy jadę rowerem po tych pasach, bardzo rzadko zdarza się, że kierowcy zajeżdżają mi drogę.

4. Śluza rowerowa.
Chyba każdy kto poruszał się po ulicy widział, jak rowerzyści na skrzyżowaniach walczą o swój "pole position". Niektórzy kierowcy czują się niesprawiedliwie potraktowani z tego tytułu. Skoro zazwyczaj mają zachowywać półtorej metrowe odstępy od rowerzystów, podczas gdy niektórzy z nich w korku mijają go z narażeniem jego lusterek i lakieru by znaleźć się jak najbliżej "startu", to coś tu nie gra. Jako rowerzysta zapewne nigdy nie zrozumiem toku rozumowania kierowców samochodów. Ale nie da się ukryć, że w wielu miejscach taka śluza by się przydała. Daje ona możliwość wystartowania z pozycji lidera, jak również zmiany pasa, co w czasie dojazdu do świateł często graniczy z cudem. Jest to nic innego jak pas przed samymi światłami, gdzie rowerzyści mogą spokojnie dojechać i ustawić się przed innymi kierowcami w oczekiwaniu na zielone światło.

5. Wydzielone ścieżki rowerowe na chodnikach.
Bardzo popularne i chyba najbardziej rozpowszechniona forma dogodzenia rowerzystom. Jeśli chodnik jest dostatecznie szeroki wydziela się dosyć szeroki pas przeznaczony dla jazdy na rowerze. Ważne jest, żeby pamiętać, że nie może znaleźć się na nim nic poza człowiekiem NA rowerze. Nie prowadzimy roweru obok siebie, rozmawiając z pieszym znajomym, nie jeździmy na rolkach, nie parkujemy samochodów, ani tym bardziej nie uczymy dzieci jeździć. Wielokrotnie na takiej ścieżce spotykałem wszystkie te formy niezrozumienia zastosowania wydzielonej przestrzeni. Chodniki są dostatecznie szerokie, by pomieścić wszystkich, a jeśli nie dajesz rady... jedz mniej. Nawierzchnia na ścieżkach rowerowych bardzo często jest bardziej równa niż ta z reszty chodnika. Jednak to nie zmienia faktu, że można na niej poruszać się na rolkach. A jeśli już koniecznie ktoś musi, apeluję, aby na czas przejazdu rowerów zjeżdżać poza nią. Nawet najbardziej doświadczeni rolkarze potrafią wywrócić się w najmniej oczekiwanym momencie, a spotkanie głowy lub kończyn z kołem roweru zapewne nie należy do najprzyjemniejszych, szczególnie, że ochraniacze tych części ciała nie są nakazane, ani dla jednych ani dla drugich. Jeszcze inną sprawą są dzieci. Ostatnio miałem okazję doświadczyć co robi wystraszone dziecko podczas nauki jazdy na rowerze. Stwierdziłem, że od tamtej pory będę wbijał do głowy każdemu, że nie należy wrzucać dzieciaków na głęboką wodę. Spotkane dziecko miało kilka lat. Był też mężczyzna, który asekurował swoją pociechę przy pomocy kijka. I całe szczęście, że to robił, ponieważ kiedy minęliśmy z dziewczyną młodego, ten z przerażeniem w oczach zeskoczył z roweru pozostawiając swój mały pojazd samemu sobie. Pomijając fakt, że jego jazda wężykiem była dosyć irytująca (bo ani tu zadzwonić dzwonkiem, żeby nie wystraszyć, ani wyprzedzić bo z której strony), to gdyby rower nie był dodatkowo trzymany przez ojca, mógłby stanowić nie lada przeszkodę dla ewentualnego trzeciego rowerzysty jadącego za nami. Dlatego rodzice moi drodzy, uczcie dzieciaki jazdy na rowerze pod blokiem, albo w parkach!

6. Wydzielone pasy rowerowe na jezdni.
Działają na tej samej zasadzie co te na chodnikach i kontrapasy. Jednak tutaj pasy rowerowe są przeznaczone dla rowerzystów jadących zgodnie z obowiązującym ruchem. Powstają głównie tam, gdzie niemożliwe jest poprowadzenie ścieżki na chodnikach albo gdzie jest na tyle wąsko, że poszerzenie drogi nie wchodzi w grę. Podobnie jak kotrapasy uczą innych kierowców obcowania z rowerzystami na drodze. Zresztą działa to w dwie strony.

7. Sierżanty rowerowe.
Rzadko spotykam je w samodzielnej formie. Częściej połączone są z domalowanymi pasami oddzielającymi od pozostałych pojazdów. Jednak mają pełnić tę samą funkcję co wydzielona przestrzeń, jednak dopuszczająca jazdę po niej samochodom. Słyszałem opinie, że kierowcy samochodów widząc ten znak wolą odsunąć się od krawężnika na większą odległość, co jest pozytywnym zjawiskiem.

8. Poduszki berlińskie.
Jest to trochę odmieniona wersja progów zwalniających. Poduszki mają kształt kwadratu, jednak nie zajmują całego pasa. Nad nimi swobodnie przejeżdża autobus, a obok dostatecznie dużo miejsca ma również rower. Mają za to za zadanie wyhamować samochody osobowe. Standardowe progi zwalniające często uprzykrzały życie rowerzystom, gdyż w żaden sposób nie dało się ich wyminąć bez wybijania się. A spowalnianie czegoś co jedzie 20 km/h jest chyba dostatecznie chore, by pomysłodawcy tej formy kontroli prędkości zauważyli swój błąd. Na drogach spotyka się obie wersje progów, jednak całe szczęście rowerzyści coraz częściej mają możliwość jazdy poza jezdnią i tych zmian zapewne nie da się odczuć tak często. Niemniej, pomysł zacny i godny pochwały.

9. Stojaki rowerowe.
Często jeszcze jesteśmy zmuszeni do wczepiania się w tzw. wyrwikółka. Jednak twórcy nawet najbardziej desingnerskich stojaków tego typu często zapominają o podstawowym problemie z nimi związanym. Te stojaki nie służą tylko postawienia roweru, ale również do jego zabezpieczenia. A najprostszą formą kradzieży roweru przypiętego do wyrwikółka jest... odkręcenie kółka, jak wskazuje potoczna nazwa. Niestety często przypina się rowery za przednie koło, co jest logiczne przy tego typu stojakach. Jego budowa nie pozwala zazwyczaj na inny sposób zabezpieczenia. Oczywiście, można wprowadzić rower tyłem i zapięcie go o koło i tylny widelec, ale i to może być problematyczne chociażby ze względu na przerzutki. Dlatego cieszy się dusza rowerzysty, który widzi stojak rowerowy z prawdziwego zdarzenia. Ma on formę odwróconej litery "U" i jest na tyle wysoki, że można rower zapiąć o ramę i koło. Oczywiście, takie stojaki mają swoje minusy. Kiedy ruch rowerowy jest w danym miejscu duży, lepiej nie być pierwszym, który się rano przypnie. Może się bowiem okazać, że nasz rower utonie w lawinie pojazdów, które doczepią się do nas, a do nich kolejne. Niemniej, takie stojaki to duży plus na konto udogodnień rowerowych.

10. Rynny rowerowe.
Ostatnie udogodnienie jest co prawda wymierające, a jednak wciąż w wielu miejscach spotykane. Rynna na schodach do/z tuneli ma pomóc rowerzyście sprowadzić i wprowadzić rower bez konieczności dźwigania go. Swego czasu istniała jeszcze dodatkowa rynna na wózek inwalidzki lub dziecięcy, ale odchodzą w zapomnienie. Zostały zastąpione windami lub dodatkowymi podjazdami. Za to ruch rowerowy został puszczony górą. Co ma swoje plusy, ponieważ rowerzysta i pieszy nie ma ze sobą już tak częstego kontaktu, który powodował problemy. Jednak na przykładzie Ronda Czyżyńskiego w Krakowie mogę powiedzieć, że jest to bardzo nietrafiony pomysł. Ostatnio wracając z zajęć do domu stałem trzy zmiany świateł, zanim te dla rowerzystów łaskawie się zmieniły na zielone. Dlatego myślę, że o ile na skrzyżowaniach o małym natężeniu ruchu samochodowego prowadzenie ścieżek na powierzchni jest OK, o tyle na tak dużym rondzie jakim jest Czyżyńskie można było się pokusić o drogę w tunelu. Myślę, że nie tylko ja, ale również inni o wiele chętniej sprowadziliby swoje rowery przy pomocy rynien pod ziemię, przejechaliby skrzyżowanie i wyjechaliby za ich pośrednictwem na powierzchnię, niż kwitli na środku ronda w samo południe przy trzydziestostopniowym upale.

Oto zrobiła się nam lista dziesięciu udogodnień, które w większym lub mniejszym stopniu pozwalają na płynną jazdę rowerzystów po swoim mieście. Nie są to oczywiście wszystkie rozwiązania, dlatego zachęcam do dzielenia się ich innymi formami w komentarzach. Jeśli macie dodatkowe pomysły jak można jeszcze rozbudować infrastrukturę rowerową, podzielcie się nimi poniżej.
Śledźcie fanpage EkstraMisji na FB, Twitterze i Google+, a nie ominiecie żadnego nowego artykułu.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)