Stres. Jak się zresetować, aby nie zwariować?

Niejednokrotnie w ciągu swojego życia doświadczyłem stresu. Towarzyszy przecież każdemu z nas od urodzenia, aż do śmierci. Śmiem twierdzić, że kto nigdy chociaż raz się nie zestresował, nigdy również tak naprawdę nie żył. Niestety, stres może pojawić się w każdej chwili i zabrać radość, którą czerpaliśmy z życia. Jak sobie wtedy poradzić i dlaczego podróż jest najlepszą metodą?

Mówi się, że stres to problem naszych czasów spowodowany ciągłą rywalizacją, tzw. "wyścigiem szczurów". Codzienne wymagania, przed którymi stajemy, chęć dorównania innym czy nawet dążenie do przebicia się poprzez pułap przez nich ustanowiony. Narzucamy sobie wciąż nowe zadania, bo ktoś kiedyś powiedział, że aby być szczęśliwym musisz zrobić to, unikać tamtego. Stworzył swego rodzaju ubranie, do którego większość z nas próbuje się dopasować. Ale zapominamy, że to co leży na kimś idealnie, dla nas może być zbyt ciasne lub workowate.
Jednak zanim przejdę do odpowiedzenia na pytanie jak walczyć ze stresem, warto byłoby stworzyć jakąś prostą definicję czym ten stres jest? Nie można przecież walczyć, nie znając wroga.


Stres, jak mówi jedna z najpopularniejszych encyklopedii internetowych jest "dynamiczną
relacją adaptacyjną pomiędzy możliwościami jednostki, a wymogami sytuacji, charakteryzującą się
brakiem równowagi psychicznej i fizycznej" i dalej: "jest zaburzeniem homeostazy spowodowanym
czynnikiem fizycznym lub psychologicznym". Niewiele można z tych dwóch definicji wywnioskować. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Po przełożeniu ich na bardziej pospolity
język dowiadujemy się, że stres jest swego rodzaju bezsilnością. Pojawia się, gdy nadmiernie
ładujemy do naszej głowy informacje i sytuacje do rozwiązania. Kiedy coś co sprawia nam
trudność oddala się od możliwości pokonania tego. Wtedy sytuacja wymyka się spod kontroli. Jedni
lubią życie w pośpiechu, z codziennie nowymi zadaniami do wykonania. Innych wytrąca
z równowagi każde odstępstwo od rutyny, planu dnia, który sobie kiedyś ustalili. Jednak nie zawsze
stres jest problemem. Niejednokrotnie staje się on bodźcem stymulującym do działania. Staje się
groźny, dopiero, gdy występuje w zbyt dużych ilościach i zbyt często, niszcząc te pozytywne
motywacje. Najczęściej pierwszym sygnałem, że coś złego się z nami dzieje, jest bezsenność czy
drażliwość. Następnie pojawia się zmęczenie, które niekoniecznie jest związane z ilością pracy lub
odpoczynku. Kiedy już jesteśmy wykończeni, następują problemy z koncentracją i pamięcią, a na
dodatek dręczą nas bóle głowy, nieuzasadniony płacz w chwili, kiedy normalnie wzruszylibyśmy
ramionami. Najbardziej charakterystycznymi objawami są ponatdo bóle brzucha, napięcie mięśni,
niepokój, nerwowość, brak pewności, zagubienie.

Niestety, samego stresu nie unikniemy. Podkreślę, to co napisałem wcześniej: stres potrafi być motywujący. Jednak, kiedy już zauważamy, że coś jest nie tak, że wpływa on negatywnie na
nasze życie powinniśmy spróbować go zwalczyć. Jak?
Płacz, śmiech, krzyk, a nawet śpiew doskonale redukują napięcie. W wielu korporacjach coraz częściej pracodawcy zauważają skuteczność tych sposobów i tworzą specjalne, wytłumione pokoje, w których pracownik może się wykrzyczeć. Wielkie koncerny zdają sobie sprawę, jak dużą rolę odgrywa także aktywność fizyczna w zwalczaniu stresu. Dlatego w niektórych firmach wygospodarowuje się miejsce na sale do ćwiczeń, w których zatrudnieni mogą w przerwach albo po pracy wyżyć się i odreagować miniony dzień. Zresztą skurcze mięśni spowodowane śmiechem działają podobnie co sesja na antystresowej siłowni. Ponadto śmiech wpływa na lepsze ukrwienie i dotlenienie tkanek poprzez chwilowe zwiększenie ciśnienia krwi.
Muzyka łagodzi obyczaje. I jest to prawda, ponieważ liczne badania pokazują, że słuchanie
muzyki czy to w domu czy w miejscu pracy zmniejsza napięcie w człowieku. Dostarcza również
dodatkowych pozytywnie nacechowanych bodźców. Wpływa na zmniejszenie zmęczenia, pobudza
co oddziałowuje na jakość pracy czy nasz komfort. Na rynku muzycznym spotkamy się z wieloma
specjalnie na tę okazję stworzonymi płytami. Niektóre badania dowiodły, że najlepiej swoje zadanie
spełnia muzyka instrumentalna. Polecane są ścieżki dźwiękowe mające zabrać nas do wyimaginowanego lasu czy na słoneczną plażę. Jeśli miałbym jednak sam wybierać, byłbym daleki
od takich produkcji. Być może jestem zbyt niecierpliwy, by ćwierkanie ptaków ukoiło moje nerwy.
Osobiście preferuję bardziej spektakularne dźwięki, jak "solówki" na perkusji czy gitarze elektrycznej.

Kiedy czuję, że jakaś sytuacja mnie przerasta, czegoś jest w danej chwili za dużo, uciekam. Ale nie tak, że zostawiam za sobą dziury w ścianach jak na kreskówkach, a asfalt się za mną zawija. Nie. Przy niewielkich problemach, wystarczy odpalenie sobie filmu z jakimiś ładnymi widokami, taki "earth porn", który pozwoli mi myślami wznieść się ponad szczyty Himalajów czy zanurzyć się w głębinach Pacyfiku. Przy długotrwałym stresie, kiedy trwa on nieznośnie długo zaczynam myśleć o miejscu w które chciałbym się udać, aby się zresetować. Przez ostatnie lata funkcję "zatracacza" pełniły w moim przypadku góry. I nadal doskonale się w tym zadaniu spełniają. Przyznam się, że niestety ostatnio trochę zaniedbałem mój azyl. Trochę go przykurzyło, a w rogach pojawiły się kołtuny, które z racji nieco przyjemniejszej pogody może uda się usunąć.
Uważam, że nawet niewielka zmiana otoczenia potrafi zdziałać cuda. Przecież nawet w domu myślimy o pracy, kolokwiach na uczelni czy problemach rodzinnych. Dlatego moją radą na całe zło tego świata jest jak najczęstsze wyjeżdżanie poza miasto. Nie chodzi o tygodniowe urlopy. Jeśli ktoś jest związany pracą czy innymi obowiązkami, takie możliwości się przed nim zamykają. Ale nawet wyjechanie na weekend, żeby posiedzieć przy grillu z piwkiem w dłoni i jeziorkiem za płotem pomoże. Zwiedzanie zabytków, poznawanie nowych ludzi czy zwyczajne szwendanie się po obcym mieście powoduje, że zapominamy o tym co nas trapi. A często może być też przydatne przy szukaniu rozwiązań. Odrywamy się od codziennej rzeczywistości. Nie widzimy tramwaju, którym jeździmy do pracy. Idziemy po chodniku innym, niż ten, którym zwykle wieczorami wracamy z uczelni. I przestajemy kojarzyć takie rzeczy z problemami.  

Powyższe przykłady nie dają jednak możliwości zwalczenia przyczyn stresu. Są jedynie
chwilowym buforem napięcia, które się w nas tworzy. Aby skutecznie uwolnić się od niego, moim
zdaniem najpierw powinniśmy poznać siebie. Nie możemy przecież walczyć z napięciem, jeśli
będziemy mieć zaniżone mniemanie o swojej wartości, kiedy nie będziemy świadomi co tak
naprawdę nas uszczęśliwia. Musimy zrobić rachunek własnego sumienia i odkryć, czy działania,
które do tej pory podejmowaliśmy i stres z nimi związany doprowadzą finalnie do prawdziwego
szczęścia. Może okazać się, że przez lata dążyliśmy do osiągnięcia czegoś, co nie jest tak naprawdę
naszym marzeniem. Staraliśmy się sprostać oczekiwaniom otoczenia, naszych najbliższych,
zapominając o własnych celach kiedyś dla nas najistotniejszych, które z czasem gdzieś
porzuciliśmy w wyścigu do wykreowanego przez świat szczęścia.
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)