6 sposobów na brak śniegu. Alternatywy dla snowboarderów.

Dla jednych wiosna to czas rozwijania skrzydeł, które przez zimę trochę się zastały. Inni z kolei przywdziewają żałobny strój chowając zimowy sprzęt do schowków. Kiedy robi się ciepło zimnolubni z utęsknieniem zaczynają odliczanie do kolejnego sezonu zakreślając te ponad dwieście dni w kalendarzu. Jednak dodatnia temperatura wcale nie oznacza, że nasze szaleństwa na desce odchodzą w zapomnienie wraz z ostatnim śniegiem. Istnieje bowiem wiele alternatyw dla snowboardzistów, które nie pozwolą się im nudzić w czasie upałów.

Pierwszą metodą na kontynuowanie zjazdów po stromych stokach jest zakupienie lub wypożyczenie mountainboardów. Specjalnie przygotowana deska w swojej budowie posiada deck i wiązania zbliżone do tych znanych z zimowego szaleństwa. Jednak dodatkowym wyposażeniem, które pozwala na jazdę po nieośnieżonych stokach są dwie pary konkretnej wielkości kół na grubych oponach z agresywnym bieżnikiem. Jest to baza, dzięki której będziemy mogli po kilku próbach cieszyć się ze  świstu wiatru w uszach podczas jazdy po zielonej trasie. Jeśli zależy nam na bezpieczeństwie warto kupić model z przymocowanym padem hamulcowym, którym będziemy mogli łatwiej kontrolować zestaw i prędkość zjazdu.
Mountainboard przy odpowiednim treningu i odrobinie samozaparcia pozwoli nam na wykonywanie ewolucji powietrznych czy zjazdów downhillowych. Fajną opcją jest wykorzystanie latawca, który na płaskim terenie umożliwi nam szybszą jazdę i ewolucje podczas lotu.
Górska deska ma więc dosyć szeroki wachlarz możliwości, które ograniczają jedynie nasze umiejętności i chęci do przestawienia się o kilka centymetrów w górę.
Stanowczo minusem mountainboardów jest ich powalająca cena, która waha się pomiędzy 1000 zł za podstawowy sprzęt do nawet 3000 zł. Jak w przypadku klasycznego snowboardu tak i tutaj obowiązuje zasada, że pojedziesz na wszystkim, ale nie zawsze będzie to komfortowa i bezpieczna jazda. Najlepszym rozwiązaniem będzie na początek z pewnością wypożyczenie sprzętu i sprawdzenie, czy ten sposób pokonywania stoków nam odpowiada. Jeśli stwierdzimy, że jest dla nas to niezbyt zadowalająca alternatywa dla snowboardu zawsze łatwiej przełknąć kilkadziesiąt złotych za kilka chwil niż kilkaset czy kilka tysięcy za własny sprzęt, który trzeba będzie ostatecznie odsprzedać.


Jeśli w czasie słonecznych i gorących dni wolelibyście trochę wyluzować, to pomoże wam w tym longboard. Podobnie jak poprzednik, deska ta posiada kółka, ale już nie tak duże i agresywne i z całą pewnością na dużo sztywniejszych truckach. Można powiedzieć, że w przypadku longboarda jest to krótsza wersja deski surfingowej, której będziemy mogli ślizgać się po asfalcie. Istnieją różne jego rodzaje - od zjazdowych poprzez carvingowe po typowo długodystansowych. To jaką wybierzemy zależy oczywiście od stylu w jakim będziemy się poruszać i oczekiwań. Jak zawsze zresztą.
Longboard pozwala na cieszenie się jazdą po miejskich arteriach oraz pustych górskich szosach. W dużej mierze będzie to raczej płynna jazda i dosłownie płynięcie po asfalcie, niczym surfer po falach. Deski te stały się ostatnio bardzo popularne, szczególnie w większych miastach, gdzie zastępują klasyczne deskorolki czy rolki. Można na nich w czasie jazdy naprawdę odpłynąć a przy odrobinie przestrzeni wykonać całkiem spektakularne tricki włącznie z tańczeniem na jej blacie.
W przypadku longboarda cena nie zabija. Oczywiście jest to wydatek równy cenie snowboardu lub jego używanych wersji. Kiedy chcemy uprawiać freeridowe zjazdy lepiej zaopatrzyć się w lepszą i pewniejszą deskę. Dodatkowym akcesorium będzie rzecz jasna komplet ochraniaczy i kasku oraz specjalnych rękawic z padami, które przydadzą się podczas zjazdów i poprawią nasze bezpieczeństwo.

Najbardziej zbliżonym do snowboardu odpowiedników jest chyba freeboard. Jest podobny do longboarda, jednak ma dodatkowe dwa kółka, dzięki którym możemy poczuć się jakbyśmy ślizgali się po stoku, choć jedziemy po asfalcie. Właśnie dzięki dodatkowym kółeczkom możne ślizgać się na krawędziach, choć w rzeczywistości będą one oddalone od podłoża o kilka centymetrów. Przyznam szczerze, że kiedy zobaczyłem freeboarda na filmikach zakochałem się i chyba nigdy nie odkocham. Jeśli tylko będę miał taką możliwość, z pewnością kiedyś sprawię sobie go albo chociaż spróbuję swoich sił. A później kupię:)
Cena freeboarda nie przeraziła mnie. Oscyluje pomiędzy 1000 - 1500 zł i jest to chyba najlepszy sposób by poczuć się w środku lata jak na snowboardzie.

Klasykiem jeśli chodzi o snowboardzistów, w szczególności freestyle'owych jest zwykła deskorolka. Stanowczo jest najbardziej rozpowszechnioną formą jazdy na desce w okresie letnim i - przynajmniej w Polsce - mającą dłuższą historię niż longboardy czy mountainboardy. Pozwala na wykonanie chyba największej ilości tricków, dzięki czemu w zimie możemy oglądać na snowparkach ich zimowe wersje. Nie ma co rozpisywać się nad tą alternatywą, bo jest on znany wszem i wobec.
Z racji popularności cena desek jest stosunkowo niska, a nawet bardzo niska w porównaniu z jej większymi kuzynami. Zazwyczaj jest to kwestia kilkuset złotych za porządny komplet. Dlatego może częściej spotkamy snowboardzistów, którzy w lecie wybierają właśnie ten sprzęt.

Póki co prezentuję alternatywy na typowo twarde podłoże. A co powiedzielibyście na zanurzenie się? Dosłownie. Mam bowiem dwa wodne sposoby na nieodrywanie się od deski. Pierwszym jest klasyk od którego wszystko się zaczęło. Surfing. Jest tak popularny, że grzechem byłoby opisywanie go. Niestety w Polsce bardzo rzadko zdarzają się warunki do jego uprawiania. Choć przyznam, że widziałem kilku zapaleńców podczas zmagań z przedsztormowymi falami Bałtyku. Nie uświadczymy z całą pewnością kilkunastometrowych potworów, ale chłopaki i tak nieźle się bawili wśród wodnych bałwanów. Swoich sił warto spróbować w jakimś popularnym z surfingu miejscu bo w Polsce warunki będą raczej bardzie odpowiednie dla paddle boardów. Jeśli więc nie jest wysoce prawdopodobne, że będziecie kilka razy w roku jeździć nad Atlantyk, to nie inwestowałbym pieniędzy w zakup deski surfingowej. A nie są to małe pieniądze. Chyba najwyższe jakie do tej pory zaprezentowałem, ponieważ za porządną deskę, która nie pęknie na pierwszej lepszej fali musicie wydać około 2000 zł wzwyż. Z dużym naciskiem na wzwyż.

Otrzyjmy łzy smutku, bo oto pojawiła się inna opcja szaleństwa na desce. Wakeboarding. Istnieją wersje stacjonarne i te mobilne. Jednak aby uprawiać tą drugą opcję potrzebowalibyśmy motorówki lub chociaż skutera wodnego. Dlatego ograniczmy się do wakeboardów na specjalnych wyciągach, które najczęściej spotkamy na jeziorach lub stawach. Do uprawiania wakeboardingu potrzebna będzie przede wszystkim deska ze specjalnymi butami, które łączą ze sobą znane nam buty snowboardowe z wiązaniami. Oczywiście wszystko w wersji przystosowanej do mokrego środowiska. Mają za zadanie chronić nasze kostki przed oderwaniem od reszty ciała w czasie upadku, no i przede wszystkim pozwolić połączyć się z deską na której będziemy ślizgać się po wodzie. Upadek naprawdę bywa bolesny, ponieważ siła z jaką ciągnie nas wyciąg musi być na tyle duża by przeciwstawić się oporowi wody no i wytworzyć dodatkowo odpowiednią prędkość. Spróbowałem jazdy na wakeboardzie i przyznam szczerze, że była to jedna z najbardziej ekscytujących rzeczy jaką robiłem w życiu. Z pewnością chciałbym częściej wybierać się nad wodę aby poślizgać się po jej powierzchni.
W czasie jazdy doświadczeni sportowcy potrafią ujarzmić żywioł i wykonywać naprawdę zapierające dech w piersi ewolucje. Dodatkowe przeszkody na torze pozwalają urozmaicać jazdę jak ma to miejsce w snowparku.
Niestety, aby uprawiać ten sport jesteśmy zmuszeni korzystać z wyciągów firm, posiadać własny sprzęt, który nas będzie ciągnął albo mieć znajomego z uprawnieniami do pływania mocną motorówką no i samą motorówkę. Sprzęt też nie jest tani, bo aby skompletować całe wyposażenie musimy liczyć się z kosztami 3000 zł i więcej. Do tego dochodzi koszt wynajmu toru.

Macie więc listę sześciu sportów, które swą specyfiką są bardzo zbliżone do snowboardingu. Naprawdę trudno narzekać na brak alternatyw. Ograniczają nas jedynie możliwości finansowe i chęci do spróbowania swoich sił w poszczególnych sportach. Rzecz jasna nie opisałem wszystkich opcji, a także nie wgłębiałem się szczególnie w każdą z przedstawionych. Poszczególne sporty mają swoje różne odmiany, dlatego myślę, że wybranie któregoś nie będzie większym problemem.
Jeśli wy macie jakieś sposoby na międzysezonową przerwę podzielcie się nimi w komentarzach. Nie zapomnijcie również udostępnić linku do artykułu na Facebooku, Twitterze lub Google+. Zachęcam również do śledzenia mnie na każdym z tych serwisów - dzięki temu będziecie na bieżąco. 
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)