Łazik, czyli o sztuce tuptania dalej niż zwykle.

Piesze pokonywanie wyznaczonej trasy jest najtańszą formą podróżowania. Na dodatek pozwala zobaczyć to, czego nie widać jadąc autobusem, rowerem czy lecąc samolotem. Jednak co zrobić by iść dalej niż zwykle?

Dziś chciałbym się podzielić moimi doświadczeniami z wędrowaniem. Od początku mojej przygody z podróżami, głównie chodziłem pieszo. Nogi to cudowny element naszego ciała, który pozwoli nam oszczędnie przemieszczać się z punktu A do B. Prawda jest taka, że prócz butów, na których zakup musimy przeznaczyć pewną ilość gotówki na starcie, później nie wydajemy praktycznie nic. Nasi przodkowie, nim osiedlili się na stałe i założyli gospodarstwa, prowadzili wszak koczowniczy tryb życia. Nie posiadali samochodów i wszelkie odległości pokonywali o własnych siłach. Dlaczego więc nie wziąć z nich przykładu? Dziś niestety stajemy się coraz bardziej wygodni. A przecież piechur ma tego asa w rękawie, że nie musi martwić się o miejsce parkingowe czy ilość benzyny. Jest możne nawet bardziej wyluzowany.


Wspomniałem wcześniej o butach, jako elemencie niezbędnym do wędrówek. I to jest niestety prawda. Człowiek pierwotny zawinął nogi skórą mamuta i szedł na polowanie. Jednak miał on zdecydowanie grubszą podeszwę na własnych stopach. Jak hobbici:) No i nie musiał chodzić po asfalcie i kostce brukowej, na której ścieralność naszej skóry zdecydowanie się zwiększa. Dlatego najistotniejszą sprawą nim wyjdziemy z domu na dłuższą wędrówkę jest zaopatrzenie się w pewne i w miarę porządne buty. Temat odpowiedniego wyboru obuwia zostawiamy rzecz jasna na inny dzień, bo wędrówka to nie tylko buty.

Na początku zastanówmy się, jak daleko i którędy zamierzamy iść. Przy pomocy mapy, wskazówek innych wędrowców, którzy przeszli planowaną przez nas trasę, zaleceń zarządców terenu (jak na przykład TPN) czy na podstawie poradników PTTK sprawdźmy przebieg naszej wędrówki. Nie przeceniajmy swoich możliwości. Jeśli preferujemy wolniejsze podchodzenie na wzniesienia, nie biegnijmy. Nie ma nic gorszego, niż zajechanie się na którymś etapie podróży. A jeszcze gorzej, jeśli już na starcie dostajemy zadyszki. W jakim stanie dotrzemy do celu, skoro na początku zaczynamy wysiadać? Idź swoim tempem i przede wszystkim równomiernie. Swobodnie poruszaj rękami by zachować rytm i równowagę. Staraj się maszerować tak, by iść długo i przy tym nie sapać, ani nie wywoływać bólu w klatce piersiowej lub nie łapać skurczów. Zaleca się również oddychanie przez nos. Jednak ja mam dosyć często zatkany nos i oddychanie przez usta jest tą nieprawidłowością, z którą nauczyłem się żyć.
Inną sprawą jest też pora naszej wędrówki. Osobiście najlżej maszeruje się mi wczesnym rankiem. Szczególnie w lecie, kiedy temperatura rośnie wraz z mijącymi godzinami. Zauważyłem również, że wszelkie burze czy załamania pogody mają miejsce głównie w godzinach popołudniowych. Startując o szóstej rano mamy też "więcej dnia". Jest więc coś w powiedzonku: "Kto rano wstaje, nie porasta mchem. Toczącemu kamieniowi Pan Bóg daje."
Gdzieniegdzie można przeczytać, że należy zjeść porządne śniadanie przed wyjściem. Ja przez "porządne" rozumiem cztery bułki z serem, polędwicą i pomidorem z majonezem. Do tego miseczkę płatków owsianych i szklankę soku pomarańczowego. Może jeszcze jakiś batonik. Ale po takim posiłku człowiekowi odechciewa się wychodzić i woli leżakować. Pewnie chodziło o takie, które daje energię na większą część poranka i żeby po prostu nie iść na głodnego. Ja jednak wolę nie jeść zbyt dużo zaraz przed wyjściem na trasę. Ograniczam się do jogurtu, banana i herbaty lub w wersji na ciepło - zupka chińska i kanapka. Niezbyt to zdrowe, ale daje chwilowego kopa. Później jem dopiero na trasie, kiedy czuję, że mój brzuch nie może już bardziej przyczepić się do kręgosłupa, a marsz kiszek mylę z rykiem niedźwiedzia.

Jak iść by nie nadwyrężać naszego ciała? Idąc po pochyłościach skracaj kroki. Wchodząc pod górę skłoń tułów do przodu, natomiast schodząc w dół odchyl do tyłu. Zawsze pewnie i płasko stawiaj stopy. Staraj się nie chodzić na palcach. Powoduje to szybsze męczenie się mięśni nóg. Na podejściach i w czasie schodzenia nie leć na złamanie karku. Jest to pierwszy stopień do kontuzji, zwłaszcza, kiedy niesie się plecak. Wiem, że zaznaczałem to w innych artykułach, ale ja dodatkowo na wędrówkach używam kijków teleskopowych. Ułatwiają one zachowanie równowagi w trudniejszym terenie i wymuszają naprzemienne poruszanie się rąk i nóg, przez co stąpamy pewniej po ziemi. Przy schodzeniu w trudniejszym terenie po ścieżce pełnej kamieni odciążają kolana.

Kiedy zarządzam przerwę na trasie na uzupełnienie życiodajnych zapasów, staram się w miarę możliwości pogodowych również ściągnąć buty lub chociaż poluzować sznurowanie. Ma to znaczenie, kiedy idziemy długo, a nie zabraliśmy skarpetek na zmianę. Ściągnięcie butów, to nie tylko polepszenie krążenia w stopach, ale też możliwość wysuszenia skóry i skarpet. Materiał szybciej schnie, kiedy ma kontakt z czymś ciepłym, jak na przykład my. No i nie ma zbyt wielu przyjemniejszych rzeczy od oparcia się o załadowany plecak, wyciągnięcia swoich kopyt z gorących i przepoconych butów i rozłożenia się na ziemi.
Na ból stóp w czasie długiego marszu pomaga rozmasowanie albo włożenie ich do wody - potoku lub stawu. A jeszcze fajniej, kiedy w czasie chodzenia na brzegu małe rybki skubią ci palce czy łydki. Prawdziwe fish spa. Dobrze jest też położyć się płasko na ziemi i ułożyć nogi wyżej względem ciała. W tej pozycji nasze kończyny będą rewelacyjnie odpoczywały.

Mam nadzieję, że moja garść porad przyczyni się do dodatkowej liczby kilometrów czy zwiedzonych atrakcji na waszej trasie. Jeśli macie swoje sposoby na efektywniejsze poruszanie się w terenie, koniecznie napiszcie o nich w komentarzach. Z pewnością przydadzą się one nie tylko mnie, ale również czytelnikom-piechurom odwiedzających EkstraMisję. 
Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)