Konserwacja ślizgu w 8 krokach. Plus porada i teoria.

Sądzę, że każdy zimowy rider powinien umieć zadbać o swój sprzęt. Bo o tym, że dobrze nasmarowana deska snowboardowa jest szybsza, a jej powierzchnia bardziej odporna na czynniki z zewnątrz nikogo przekonywać specjalnie nie trzeba. Jak odegrać tą z pozoru trudną rolę? Czytaj dalej!


Gładka powierzchnia spełnia kilka zadań, ale ja uważam, że przede wszystkim cieszy oko. Pamiętam, kiedy pierwszy raz przeprowadziłem konserwację mojego ślizgu i uczucie jakie towarzyszyło po jej zakończeniu. Nie da się opisać tej radości. Moja dziewczyna patrzyła na mnie z lekką niepewnością, kiedy kazałem jej przez piętnaście minut gładzić wycyklinowaną powierzchnię deski. Dziś, smarowanie ślizgu to już chleb powszedni, jednak coś w sercu pozostaje mimo upływu czasu.

Jednak jak w domowych warunkach nasmarować prawidłowo deskę, by jej nie uszkodzić i by służyła nam dostatecznie długo? Potrzebne będzie kilka prostych i łatwo dostępnych narzędzi. Część z nich znajdziesz w domu, jednak z całą pewnością będziesz musiał odwiedzić również specjalistyczny sklep. Szczególnie, jeśli zamierzasz zapatrzeć się w profesjonalny sprzęt do swojego warsztatu. Ja nie straszę - ja uprzedzam:)

Jeśli nie chcesz przechodzić przez te linijki tekstu, proponuję od razu scrollować do punktu III. Niemniej, zachęcam do przeczytania całości.

I - Przygotuj...

1. Żelazko. Ilu ludzi jeżdżących po stokach, tyle opinii na jego temat. Napiszę krótko: jeśli cierpisz na nadmiar gotówki, kup specjalne żelazko z odpowiednią powierzchnią i możliwością precyzyjnego ustawienia temperatury. Jeśli jesteś młodym i początkującym konserwatorem powierzchni swojej deski i nie masz pewności czy wersja "zrób to sam" ci odpowiada, zapewniam, że stare żelazko w zupełności wystarczy. Osobiście skłaniam się ku drugiej opcji, choć profesjonalne żelazko daje z pewnością więcej możliwości. Mi wystarczy zwykłe, oczywiście już nie używane do prasowania ubrań, z gładką powierzchnią (bez dziurek, rynienek, wyżłobień, itd.).

2. Cyklina. Są rzecz jasna różne rodzaje cyklin, stworzone do różnych zadań, ale o tym później. Tutaj znów masz dwie możliwości: profesjonalna i wersja home edition. Ta pierwsza to oczywiście teoretyczna pewność, że twoja deska nie ucierpi podczas pracy. To także kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych których musisz się pozbyć. Pewnie nie zużyje się tak szybko, choć co do tego są różne opinie. Warto pociągnąć za język riderów na forach, na których roi się od za i przeciw dla każdej z firm. W związku z moją chciwą i raczej sknerowatą naturą zdecydowałem się po raz kolejny na wersję "inne". Kupiłem w jednym ze sklepów budowlanych metalową cyklinę - 10 i 20 cm. Jest to po prostu kawałek grubszej blachy o prostym boku przymocowaną na wygodnej rękojeści. Koszt: około 10 zł za dwie. I spisuje się idealnie, zarówno z kofiksem, jak i smarem. Kąt ostry na końcach blachy daje możliwość też usunięcia zadziorów z głębszych rys (o tym też później).

3. Kofiks. Jeśli ślizg twojej deski posiada głębokie rysy powstałe od przejazdu po kamieniu, drzewie lub innym użytkowniku stoku, kofiks stanie się twym sprzymierzeńcem. Nie musisz kupować nowego sprzętu, chyba, że niewielka różnica kolorystyczna w miejscu naprawki sprawia, że nic nie jest już takie jak dawniej. Dwie deski, które kupiłem na aukcjach posiadały dosyć głębokie uszkodzenia. W zależności od koloru ślizgu można kupić czarny bądź przeźroczysty kofiks. Zazwyczaj sprzedawane są w 20-30 cm pałeczkach. Udało mi się dogadać z jednym z właścicieli sklepów na Allegro i za 25 złotych otrzymałem łącznie jakieś 7 metrów. W zasadzie nie ma różnicy w kofiksach. Wszystkie sprzedawane w Polsce pochodzą zazwyczaj z jednej fabryki i sygnowane są dopiero u dystrybutorów. Stąd różnica w cenie. Nie warto wydawać zatem na niego zbyt dużo.

4. Smar. Najważniejszy z ważnych elementów naszego wyposażenia warsztatu. Zakładam, że jeśli snowboardingiem zajmujesz się profesjonalnie, to raczej masz wiedzę na temat odpowiednich dla ciebie smarów. Dlatego myślę, że o woskach z różną specyfikacją zajmę się w innym artykule. Mi wystarczy wosk uniwersalny, z możliwością używania na mrozie do -30*C. Póki co nie narzekam. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego może za jakiś czas zdecyduję się na ukierunkowanie mojego smaru na konkretne warunki.

5. Imadła. Trzymają deskę w odpowiedniej pozycji. Na domowe warunki wystarczą dwa krzesła lub stół.

6. Ostrzałka. Dosyć istotne na wyposażeniu narzędzie. Daje nam możliwość ostrzenia stępionych krawędzi deski, co wpływa znacząco na jej prowadzenie i posłuszeństwo. W zależności od oczekiwanych efektów można zmieniać kąt ostrzenia czy siłę. Tutaj również rządzi dowolność. Ja zamówiłem ją na Allegro za kilkadziesiąt złotych i nie żałuję.

7. Zmywacz do starego smaru. Może być specjalistyczny. Ale jak nie będzie go w pobliżu, benzyna ekstrakcyjna lub spirytus też wystarczy.

8. Bloczek korkowy lub bardzo drobny papier ścierny. Do ostatecznego zamknięcia porów w ślizgu.

9. Papier ścierny lub pilnik. Stępisz nimi te odcinki krawędzi, które ze śniegiem nie mają za bardzo styczności.

II - Miejsce pracy

Po przygotowaniu sprzętu, warto też zadbać o swoje miejsce pracy. Nie będę tutaj pisał o BHP, bo każdy wie, że włączonego żelazka nie należy polewać wodą, a ostrymi przedmiotami rzucać po pomieszczeniu. Jeśli przygotowujesz stanowisko konserwatorskie u siebie w pokoju, upewnij się, że w promieniu metra nie masz ustawionych cennych przedmiotów. Również cenne dywany należy przykryć lub usunąć na czas pracy, ponieważ rozgrzany kofiks potrafi nieźle bryzgać na wszystkie strony. Osobiście nawet podłogę bez dywanu przykrywam grubszą tkaniną, bo zdrapywanie wosku nie należy do moich ulubionych czynności.

III - Do roboty!

W końcu dotrwałeś do punktu trzeciego (chyba, że scrollowałeś szukając konkretów:)).

1. Umieść deskę na tzw. kozłach, oparciach krzeseł lub stole. Ważne, by deska leżała pewnie i nie gibała się za każdym szturchnięciem.
2. Cykliną zedrzyj stary wosk. Przy pomocy środka do zmywania smaru, bądź innego specyfiku o którym pisałem wcześniej pozbądź się resztek. Poczekaj kilka minut na wyschnięcie. Ja przecieram jeszcze deskę "mechatą" ściereczką.
3. Następnie sprawdź, czy deska ma głębsze rysy. Jeśli ma, oczyść ubytek na przykład spirytusem bądź specjalnym specyfikiem. Wyrównaj krawędzie rysy ostrym nożykiem, bądź właśnie metalową cykliną.
4. Podpal koniec kofiksu, uważając na części ciała i otoczenia. Po kapnięciu sobie na palec bardzo szybko pojawia się bąbel. Wiem co piszę:) Pierwsze kilka kropel lepiej skapnąć na cyklinę bądź inne powierzchnie. Kiedy kofiks porządnie się rozgrzeje zacznij zalewać rysę. Nie ma jakiejś określonej wysokości polewania, ale wiadomo, że im większa odległość tym bardziej kofiks będzie się rozchlapywać. Musisz dojść do tego metodą prób i błędów. Kiedy wszystkie ubytki zostaną już zalepione, poczekaj chwilę do ostygnięcia. Teraz możesz przystąpić do wyrównania naprawki. Przy pomocy metalowej cykliny zetrzyj nadmiary materiału.
5. Ślizg naprawiony. Teraz czas na ostrzenie stępionych krawędzi. Możesz przymocować deskę do imadeł. Ale możesz pomóc jej utrzymać się na miejscu przytrzymując ją na przykład nogą. Kąty ostrzenia są zależne od efektu jaki chcesz uzyskać. Wiadomo, że im łagodniejsza krawędź, tym więcej wybacza riderowi. Ja przeważnie ostrzę na 89-90 stopni. Po ostrzeniu, sprawdź, które odcinki deski nie będą miały styczności ze śniegiem i w tych miejscach stęp przy pomocy pilnika lub papieru ściernego krawędzie.
6. Przetrzyj deskę, by żadne resztki metalu z krawędzi i kofiksu nie pałętały się po powierzchni. Jest to ważne, by równomiernie rozprowadzić smar. A rozprowadzamy go przy pomocy rozgrzanego żelazka do którego przykładamy klocek wosku i trzymając ten zestaw nad ślizgiem nakapujemy po całej powierzchni. Im częściej będziesz smarował deskę, tym lepsze rozeznanie w ilości potrzebnego materiału będziesz miał. Na początek proponuję ocenić wszystko "na oko". W końcu możesz zawsze dolać odrobinę materiału w czasie pracy. Nadmiary zbieram do worka, bo można zawsze spróbować go wykorzystać ponownie. Po skropieniu powierzchni zacznij ostrożnie prasować swój sprzęt. Najważniejsze jest, by nie za długo trzymać żelazko w jednym miejscu. Temperaturę żelazka, jeśli nie jest profesjonalne, możesz zmniejszyć do minimum - do tego stopnia, by wosk ładnie i w miarę szybko się roztapiał. I tak jeździsz po całej desce aż warstwa wosku wyda ci się równomiernie rozprowadzona po całej powierzchni. Poczekaj około 20-30 minut na ostygnięcie warstwy. Niektórzy proponują wystawianie deski na dwór, bądź tarzanie w śniegu by przyśpieszyć ten proces. Nie radzę tego robić, ponieważ z doświadczenia wiem (a niemal codziennie pracuję z różnymi woskami), że to tylko szkodzi i powoduje skurcze, które psują powierzchnię. Przez ten czas możesz przecież wejść na Twittera i udostępnić znajomym mój profil, albo oglądnąć któryś z filmików udostępnionych przeze mnie na YT. Jest tyle możliwości...
7. Po ostygnięciu, chwytasz cyklinę i podobnie jak przy kofiksie, zaczynasz zdzierać nadmiary. Pamiętaj, że musisz pozbyć się całego wosku. Smar ma tylko zapełnić nierówności na ślizgu i zabezpieczyć ją, ale nigdy nie powinien stanowić warstwy "nośnej". Ostrożnie końcówką cykliny oczyść też krawędzie z każdej strony. Twoja praca kończy się, kiedy pozbędziesz się wszystkich nadmiarów i kiedy dojdziesz do wniosku, że ślizg wygląda jakby nigdy nie miał styczności ze stokiem i dopiero co wyjechał z fabryki.
8. Aby uszczelnić pory, dzięki czemu ta część deski będzie bardziej odporna na warunki, użyj bloczka korkowego lub papieru ściernego o najdrobniejszej gramaturze jaką znajdziesz. Chodzi o to, by wszelkie resztki smaru zostały wepchnięte w mikro otwory i zatkały je. Woda nie będzie się dzięki temu dostawać do wnętrza deski.
9. Przetrzyj cały sprzęt i zawołaj domowników do zbiorowego gładzenia naprawionej powierzchni. A później leć na stok lub zatop się w puchu gdzieś w lesie...

Wszystko, co tutaj przeczytałeś, jest moim sposobem na konserwację. Znajdzie się pięćdziesięciu innych riderów, którzy powiedzą ci, że ten sposób zniszczy deskę. Okej, ale jak nie narzekam. Moja deska jeździ bez zarzutów i będę się upierał, że moja technika jest bardziej odpowiednia od innych. Z czasem dopracujesz własne sposoby, ponieważ może będziesz używał innych narzędzi, smarów itd. Do wszystkiego trzeba dojść samemu i na własnych zasadach tworzyć dogodne warunki do uprawiania tego sportu. Jeśli będziesz miał pytania, skontaktuj się ze mną. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Planuję w przyszłości również umieszczenie na moim kanale na YT krótkiego filmiku instruktażowego dla osób, które niekoniecznie czują ten artykuł i wolą wszystko zobaczyć na własne oczy. Z pewnością zamieszczę informację o nim tutaj bądź na Twitterze. Śledź mnie, a niczego nie przegapisz.


Share on Google Plus

About EkstraMisja

This is a short description in the author block about the author. You edit it by entering text in the "Biographical Info" field in the user admin panel.

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Skoro dojechałaś/eś aż tutaj, zostaw komentarz:)